Bł. Stanisław Papczyński MIC

Stanisław Papczyński urodził się 18 maja 1631 roku w Podegrodziu k. Starego Sącza w chłopskiej rodzinie. Uczęszczał do kolegiów pijarskich i jezuickich w Podolińcu, Jarosławiu, Lwowie i Rawie Mazowieckiej. W 1656 r. składa śluby zakonne u przybyłych w tym czasie do Polski pijarów, a w 1661 roku przyjmuje święcenia kapłańskie. W roku 1671 pisze regułę życia dla zakonników Niepokalanego Poczęcia Maryi (tytuł w tym czasie teologicznie wątpliwy, co wywoływało dyskusje), daje początek zakonowi marianów, a prawa papieskie zdobywa w 1699 roku. Był m. in. spowiednikiem nuncjusza Antoniego Pignatellego, późniejszego papieża Innocentego XII, a cenił go również Jan III Sobieski. Od 1695 r. wycofuje się z działalności kaznodziejskiej, a dnia 17 września 1701 r. odchodzi do Ojca. W 1992 roku ukończono proces beatyfikacyjny. Swe duchowe rozważania zawarł między innymi w Mistycznej świątyni Bożej wydanej w 1675 roku.

 

 

Teksty

 

Chrześcijanin jest Świątynią Bożą

Człowiek stworzony przez Boga i poświęcony Mu przez sakrament chrztu jest Jego Mistyczną Świątynią. Jest to tak pewne, że nie potrzebuje dowodzenia. W bardzo jasnych słowach stwierdza to Apostoł z Tarsu[1] w liście do Koryntian, mówiąc: „Nie wiecie, że świątynią Boga[2] jesteście?” (1Kor 3,16). Azja chlubiła się niegdyś świątynią Diany Efeskiej[3] i wskazywała [na nią] jako na nie ostatni wśród siedmiu cudów świata. I słusznie. Była ona ogromna, w mistrzowski sposób wykonana, wspaniała, pełna blasku. Na jej budowę i ozdobę wielu królów ofiarowało swe bogactwa. Ale jednak była to świątynia Diany, pewnej sławnej kobiety. Wy chrześcijanie, jak uczy Nauczyciel narodów, „jesteście świątynią Boga żywego” (2Kor 6,15). Jakaż wasza chwała! Jaka godność!Salomon, najbogatszy i najmądrzejszy z królów, syn sprawiedliwego Dawida i spadkobierca władzy królewskiej, nakłoniony tak poleceniem ojca, jak i wolą Boga, wybudował w Jerozolimie, swym królewskim mieście, tak wspaniałą świątynię, że drugiej równej jej w całym świecie nigdy nie widziano. Budowana była przez siedem lat ogromnym nakładem kosztów przez wielu najemników. Ściany z wyciętych w czworobok kamieni tak wznoszono, że nie było słychać ani młota ani dłuta. Od wewnątrz były one pokryte cedrowymi deskami. Te, wraz ze swoją bardzo piękną płaskorzeźbą, były nie tylko pokryte, ale całkowicie inkrustowane złotymi płytkami: „i nie było niczego w kościele, czego by złotem nie pokryto” (3Krl 6,22). Ale jak ludzki talent to wszystko wzniósł, tak i ludzka ręka zniszczyła i zrównała z ziemią.Człowieku! Ty jesteś pomysłem boskiej narady. Sama Najświętsza Trójca wzniosła ciebie jako Świątynię dla Siebie; Sam Stwórca wszechrzeczy ciebie stworzył. „Utworzył [...] Bóg człowieka z mułu ziemi” (Rdz 2,7). Nie jest jednak człowiek gorszy od świątyni Salomona, dlatego że został utworzony z mułu; ręka Twórcy przydała bowiem lichej materii niezmiernej wartości. „Bo cokolwiek zostało stworzone – mówi Hugo z [klasztoru] św. Wiktora w komentarzu na Księgę Rodzaju rozdz. 7 – dla człowieka, stworzył Bóg ku zmienności i śmierci, a tylko człowieka do nieśmiertelności”. Dlatego słusznie każdy z nas chlubi się przed Panem wraz z Królem Psalmistą i Hiobem: „ręce Twoje”, Panie, „uczyniły mnie” (Ps 118,73; Hi 10,8).Jednakowoż każdego, kto czyta, że jest dziełem rąk Boga, ostrzegam tu, by nie sądził, iż Bóg ma ręce. „Wielce naiwne jest to mniemanie” – mówi Afrykański Nauczyciel[4] – „że [...] Bóg uformował człowieka z mułu cielesnymi rękoma”. Bóg nie jest ograniczony zarysami ludzkich członków. Lecz jak mówi się: „ręka Twoja narody wytraciła” (Ps 43,3) i „wywiodłeś lud Twój ręką mocną i ramieniem wysokim” (Ps 135,12), tak też mówi się: „ręce Twoje Panie uczyniły i ukształtowały mnie” (Ps 118,73). Te członki zostały przytoczone na określenie potęgi i mocy Boga. Moc zatem Boża stworzyła człowieka.I tak przy rozważaniu sposobu naszego stworzenia spostrzeżemy, że wspaniałość naszego rodzaju jest jeszcze większa, niż można by pomyśleć. Odwieczna właśnie Trójca, zamierzając stworzyć człowieka, nie chciała podejmować tego bez narady, ale mając zrobić coś ogromnie znaczącego, pytając o radę mówiła: „Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze” (Rdz 1,26). Stąd trafnie [św.] Grzegorz z Nyssy[5] woła: „O, jakaż godna podziwu rzecz! Powstaje słońce i nie poprzedza tego żadna narada; niebo i wszystkie poszczególne stworzenia są powoływane do istnienia tylko przez samo słowo; jedynie zaś do stworzenia człowieka Stwórca podszedł z pewną naradą, mówiąc: „Uczyńmy człowieka”. Oto, człowieku, twoja godność!Ale jak dalece z tej racji jesteś zobowiązany wobec swojego Stwórcy, posłuchaj przestrogi [św.] Ambrożego[6]. Mówi on: „Człowiek został stworzony dzięki naradzie Trójcy Przenajświętszej i działaniu Bożego Majestatu, aby z zaszczytu wyjątkowego stworzenia poznał on, ile jest winien swemu Stwórcy; [...] i aby zrozumiał, że na tyle gorliwiej ma kochać Stwórcę, na ile cudowniej został przez Niego stworzony”. A cóż powiemy [na to], że tworowi naszemu spaczonemu przez grzech, dodał świętości, i jakby pokrywając Swoją Świątynię złotymi płytkami, oświecił nas światłem Swojej łaski; i że niemal konsekrował dla Siebie, gdy obmytych w świętym źródle obdarzył na nowo pierwotną sprawiedliwością! „Dlatego, najdrożsi bracia”, – tak nas zachęca św. Augustyn „w miarę możności dokładajmy z Bożą pomocą wszelkich starań, by Pan nasz w Swojej Świątyni, to właśnie w nas, nie znalazł niczego, co by obrażało oczy Jego majestatu, bo nie przez żadne uprzednie zasługi, lecz z łaski Bożej zyskaliśmy dar bycia Świątynią Bożą”.Zresztą, „ponieważ cokolwiek dzieje się w świątyniach ręką uczynionych”, poucza tenże święty Ojciec, „to wszystko dopełnia się w nas przez duchowe budowanie”, dlatego warto dalej prowadzić rozpoczętą pracę i przedstawić pozostałe właściwości Mistycznej Świątyni. Jeśli ktokolwiek to uważniej przeczyta i będzie częściej rozważał, odniesie z naszego dziełka wielką korzyść, a mianowicie: wzrost poznania siebie i Boga, pewną drogę do zbawienia i regułę chrześcijańskiej doskonałości. Templum Dei Misticum quod in homine christiano demonstravit R. P. Stanislaus a Jesu Maria Papczyński, presbyter Polonus,Varsaviae 1998, przekł. z łac. archim. Roman R. Piętka MIC, s. 5-8

Obraz Świątyni Mistycznej

Ukazuję Boga w człowieku: „z dala, z dala trzymajcie się niewtajemniczeni!”[7]. „Bo na obraz Boży uczyniony jest człowiek” (Rdz 9,6). Słońce, księżyc, ciała niebieskie nieruchome i ruchome; niebo ze swym pięknem, ziemia ze swą rozległością, morze ze swą głębią, ustępują wobec natury ludzkiej. „Bo na obraz Boży uczyniony jest człowiek”. Kosztowne metale, drogocenne kamienie, purpurowe korale, śnieżnobiałe kryształy, żółte bursztyny; błyszcząca biel srebra, blask złota, wdzięk pereł, błysk diamentów ustępują wobec natury ludzkiej. „Bo na obraz Boży uczyniony jest człowiek”. Ale i istoty pływające w morzu, ptactwo w powietrzu, co biega i porusza się po ziemi, i cokolwiek istnieje niższe od Boga nie obdarzone rozumem, poddane jest naturze ludzkiej. „Bo na obraz Boży uczyniony jest człowiek”. A ty, bóstwo ziemskie, rozważ ze mną i poznaj, czym jesteś? Obrazem Boga. Na jakiej podstawie? Dokładnie to wyjaśnili natchnieni Duchem Bożym Ojcowie. Otóż najpierw posłuchaj Gennadiusza[8], który mówi: „To, że człowiek jest ‘na obraz’ Boga, trzeba sobie uświadomić na podstawie takiego rozumowania: Bóg opiekuje się wszystkim – człowiek również ma pieczę na niektórymi z tych rzeczy; Bóg niema granic i jest wszędzie obecny – i człowiek myślą w mgnieniu oka jest obecny, gdzie tylko zechce; Bóg jest Królem wszechświata; [...] i człowieka Bóg zaszczycił też władzą sądzenia; Bóg jest niewidzialny, nieśmiertelny i twórczy – i natura ludzka też nie zupełnie jest pozbawiona tych boskich znaków”.Ale właściwiej i najtrafniej na ten temat wypowiada się niezwykle wymowny i mądry biskup [św.] Ambroży, kiedy przedstawia obraz Boga w Mistycznej Świątyni Bożej: „Tego obrazu trzeba się dopatrywać w doskonałości wewnętrznego człowieka. Najważniejsze więc: tak jak jedynie Bóg zawsze i wszędzie jest cały, wszystko ożywiający, poruszający, wszystkim kierujący, co potwierdza Apostoł: 'w Nim żyjemy, i ruszamy się, i jesteśmy (Dz 17,28), tak też i dusza w swym ciele wszędzie cała jest żywotna, ożywiając je, poruszając i nim rządząc, tak w najmniejszych członkach, jak i w największych jest cała. To jest obraz jedności Boga, [jaki dusza ma w sobie].Jest też obrazem Trójcy Przenajświętszej zarówno z tego powodu, że jak Bóg istnieje, żyje i myśli, tak i dusza na swój sposób istnieje, żyje i myśli. Po drugie, jak Bóg jest jeden co do natury, ale w trzech osobach: Ojciec, Słowo i Duch Święty, tak i dusza jest jedna co do natury, ale posiada w sobie trzy władze: rozum, wolę i pamięć. To samo, choć innymi słowami, jest powiedziane w ewangelii: „Będziesz miłował Pana Boga swego, ze wszystkiego serca swego i ze wszystkiej duszy swojej i ze wszystkiej myśli swojej” (Mt 22,37), to znaczy: z całego rozumu, z całej woli, i z całej pamięci. Podobnie jak z Ojca rodzi się Syn, od Ojca i Syna pochodzi Duch Święty, tak z rozumu rodzi się wola, a z tych również dwojga pochodzi pamięć. [...] I jak Bogiem jest Ojciec, Bogiem Syn i Bogiem Duch Święty, jednak nie ma trzech Bogów, lecz jeden Bóg mający trzy osoby, tak też duszą jest rozum, duszą wola i duszą pamięć, ale nie są to trzy dusze w jednym ciele, lecz jedna dusza mająca trzy władze. I jesteśmy zobowiązani tymi trzema [...] niejako wyższymi władzami duszy kochać Stwórcę”. Zwięźlej, ale jasno, te same zagadnienia wnikliwie przedstawia i wpaja w następujących słowach miodopłynny Ojciec [św.] Bernard[9]: „Dusza nasza jest obrazem Boga; w niej jest trzy [władze]: pamięć, rozum i wola. Pamięci przypisujemy całą naszą wiedzę [...], rozumowi – to wszystko, co [przez rozumowanie] uznaliśmy za prawdę [...], woli – to wszystko, co kochamy. Przez pamięć podobni jesteśmy do Ojca, przez rozum – do Syna, przez wolę – do Ducha Świętego”[10] (Rozm. rozdz. 1).Otóż, już i z przytoczonego tekstu Pisma świętego i z właściwego rozumienia nauki Świętych Ojców, każdy chrześcijanin łatwo, jak mniemam, wyciągnie wniosek, iż w jego duszy i jej władzach, a więc rozumie, woli i pamięci, jest wyciśnięty obraz Trójcy Przenajświętszej.Pozostaje, abyśmy bardzo troskliwie i mozolnie pracowali nad wypełnieniem pouczeń tych naszych świętych Nauczycieli. Św. Bernard właśnie mówi: „Trzeba, żeby to, co jest wykonane na obraz, odpowiadało temu obrazowi, a nie na próżno nosiło jego nazwę. Ukażmy więc na sobie Jego obraz w pragnieniu pokoju, w uważaniu na prawdę, w miłosiernej miłości”[11].Następnie św. Ambroży do stałego kontemplowania ze szczególnej miłości ku naszemu Stwórcy i Odkupicielowi tego przedstawionego w nas wizerunku Boga tak nas zachęca: „Niech Bóg zawsze mieszka w umyśle [człowieka] rozumnego i miłującego Go, bo jak niema chwili, w której człowiek nie doświadczałby i nie doznawał dobroci i miłosierdzia Bożego, tak nie powinno być ani chwili, w której nie pamiętałby o Nim”. Nie wystarczy samo uświadomienie sobie obecności Bożej; należy także naszymi czynnościami i zewnętrznymi dziełami pokazywać, że wewnątrz naprawdę nosimy żywy i niezamazany obraz Boga. Uważam za dobre z uwagą wysłuchać rozważania na ten temat [św.] Ambrożego. Mówi on: „Jak Bóg Stwórca, Który stworzył człowieka na obraz i podobieństwo Swoje, jest miłością, jest dobry, sprawiedliwy, cierpliwy i łagodny, niezafałszowany i miłosierny, a także posiada inne oznaki świętych cnót, które o Nim orzekamy, tak samo człowiek został stworzony, by miał miłość, był dobry i sprawiedliwy, cierpliwy i łagodny, niezafałszowany i miłosierny. Jaka jest większa godność, – rozważa dalej – niż to, że człowiek odziewa się w te same szaty, co i Bóg, stosownie do słów: „Pan jest królem, oblókł się w majestat” (Ps 92,1)? [...] Dlatego […] każdy powinien staranniej zwrócić uwagę na wspaniałość swego stanu pierwotnego i poznać w sobie czcigodny wizerunek Trójcy Świętej i usilnie starać się zachować zaszczyt podobieństwa Bożego [...] przez szlachetność obyczajów, praktykę cnót, doniosłość zasług. Aby, gdy okaże się takim, jaki jest[12], okazał się wtedy podobny do Tego, Który go przedziwnie na Swoje podobieństwo w pierwszym Adamie stworzył, a jeszcze przedziwniej w drugim [Adamie] naprawił[13].Dlatego słusznie nalega św. Wawrzyniec Justynian[14], to Słońce Wenecji: „Cóż masz wspólnego z ciałem i krwią ty, który nosisz w sobie obraz Boży? Cóż masz wspólnego ze światem i występkami ty, któremu wykazuje się, że jesteś stworzony po to, by pójść do nieba i cieszyć się wraz z anielskimi duchami szczęściem oglądania Boga?”Tamże, s. 9-13przekł. archim. R. Piętka MIC

 

Ołtarz Mistycznej Świątyni

Przyjmuję orzeczenie z Clairveaux i ogłaszam je wszystkim: „Świątynią poświęconą Bogu jest dusza pobożna, a jej serce najdoskonalszym ołtarzem”[15]. Tak powiedział Bernard (Rozm. rozdz. 6). I któż nie przyzna, że ołtarzem Boga Najwyższego jest serce człowieka, a szczególnie pobożnego? Bo jak na ołtarzu świątyni materialnej zawsze znajduje się Bóg ukryty w Najśw. Eucharystii, tak i w oddanym Mu sercu. Dlatego u bardzo światłego Ojca z Calahorry[16], Jana od Jezusa i Maryi, byłego najwyższego przełożonego na nowo odradzającego się Karmelu, takimi słowami [Bóg] do nas mówi: „Z całej duszy przygotujcie mi swoje serca, abym zwabiony waszą miłością, spoczął w nich jak oblubieniec w swojej komnacie, jak Bóg na własnym ołtarzu”. Najlepszy Bóg pragnął niegdyś, by monarcha izraelski zbudował Mu świątynię. Dając więc poznać Swemu prorokowi to, czego pragnął, wysłał go do Dawida z takim poleceniem: „Idź, a powiedz słudze Memu Dawidowi: To mówi Pan: Czyż ty Mnie zbudujesz dom na mieszkanie?” (2Krl 7,5). O ileż goręcej pragnie, by poświęcono Mu ołtarz w Jego świątyni mistycznej! Całe serce – podkreślam. Stąd to u Mędrca owa – że tak się wyrażę – prośba do każdego z nas: „Daj Mi, synu mój, serce twoje” (Prz 23,26). W jakim celu? Aby je zamieszkał, w nim przebywał, pozostał, królował i na wieki spoczywał. Bo i sam Filozof Rzymski[17] sądził, że „w każdym dobrym człowieku [...] mieszka Bóg” (Sen. list. 41).Toteż do tego prosto zmierza wspaniały Aureliusz, gdy, nakreślając nam cel stworzenia człowieka, tak mówi: „Bóg stworzył człowieka, aby przez miłość posiadł on Najwyższe Dobro; Bóg jest więc posiadłością człowieka”. Jeżeli zatem Bóg jest posiadłością człowieka, to z pewnością jest jak najbardziej godny najszlachetniejszego miejsca w człowieku. Rzeczy bowiem znakomitsze powinny być traktowane znakomiciej, a wznioślejsze czczone wznioślej. Cóż zaś jest znakomitszego albo wznioślejszego od Boga? Skoro zatem niema w człowieku nic godniejszego ani szlachetniejszego od jego serca, tutaj powinien być umieszczony Bóg jak na Swoim ołtarzu, aby w najpełniejszy sposób cieszył się całą Swoją własnością. Św. Bernard, mąż bardzo umiłowany przez Boga, nie inaczej to pojmował, mówiąc: „W każdym stworzeniu, które pod słońcem zajmuje się marnościami tego świata, nie znajduje się nic wznioślejszego, nic szlachetniejszego, ani bardziej podobnego do Boga niż serce ludzkie. Toteż nie żąda On od ciebie czego innego, tylko twego serca”[18] (Rozm. 7). Dodaj, że samo nasze serce, jeśli jest trochę szlachetniejsze, nie może być wypełnione niczym innym, poza Bogiem. Niczego więc nie powinno szukać prócz Boga, ani nie znajdować spokoju gdzie indziej, tylko w Tym, do Którego należy. Doświadczył tego Augustyn, tak mówiąc do Boga: „Uczyniłeś nas, Panie, dla Siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Wyjaśnia to za pomocą pięknego i bardzo trafnego porównania wykształcony i pobożny Ojciec Nieremberg[19], tak mówiąc: „Igła żeglarska [kompasu] nie zatrzyma się, dopóki nie zwróci się na północ i nie wskaże dokładnie bieguna północnego. Tak i serce nasze, które Bóg stworzył nie dla czego innego, lecz tylko dla Samego Siebie, skłania się i nachyla ku centrum czyli ku swojej wrodzonej doskonałości i nie może wcześniej spocząć, dopóki nie będzie należał do swego Stwórcy” (w dziele „Vita Divina” rozdz. 4). Gdy więc tak się nawzajem pragną: serce Boga, a Bóg serca, to ani serce nie powinno krzywo patrzeć na Boga, ani Bóg na serce, niech On Sam zostanie na Swoim ołtarzu. Niech nie osiedli się w nim nic ziemskiego, nie mówiąc już, nieczystego. Zachowujmy z największą gorliwością ten ołtarz jak najczystszy jedynie dla Boga. Naśladujmy w pełni szlachetność Matatiasza. Gdy na jego oczach pewien Żyd składał ofiarę bożkom, ten „doskoczywszy, zabił go na ołtarzu”[20]. I my na ołtarzu naszego serca nie tolerujmy niczego prócz Boga. Przykazanie Jego jest: „Będziesz miłował Pana Boga swego, ze wszystkiego serca swego” (Mt 22,37). Lipoman[21] wyjaśniając to, mówi: „Chce, by jedynie On Sam był uważany za Pana, by jedynie w Niego wierzono, by jedynie Jego czczono i kochano. I jak On jest naszym jedynym Panem, tak też i wymaga, abyśmy całkowicie należeli do Niego”. Inaczej, najmniejsze nieuporządkowane uczucie wobec najmniejszej rzeczy, wobec nas samych, bardzo szkodzi doskonałej miłości. „Ci bowiem – jak mówi Teodoret[22] – którzy kochają Boga z całego serca, nie dzielą uczucia, umieszczając je zarówno w rzeczach ziemskich, jak niebieskich, lecz wznoszą w całości ku górze”.Nie idę dalej. Zatrzymuję się w kręgu serca i kończę. Jeśli „serce jest ołtarzem Boga”, jak twierdzi św. Bernard, niech będzie poświęcone jedynie Bogu. A autor O naśladowaniu Chrystusa[23] przypomina ci, chrześcijaninie: „On Sam pragnie posiadać twoje serce i jak Król zasiadać na własnym tronie” (ks. 2, rozdz. 7), jak Bóg na Swoim ołtarzu. O, Boże, spraw, aby tak było na wieki!Tamże, s. 14-17przekł. archim. R. Piętka MIC

 

Ofiara Mistycznej Świątyni

Z daleka niech będzie od tej naszej świątyni ofiara niemiła Bogu. Sam taką na jakimś miejscu odrzucając, powiedział: „Czyż będę jadł mięso wołów albo krew kozłów pić będę” (Ps 49,13). Z daleka niech będzie kupowanie i sprzedawanie, do czego On żywi największy wstręt, według wypowiedzi [św.] Hieronima[24]: „ W domu naszego serca nie może być handlu, ani układów kupujących ze sprzedającymi, ani chciwości na datki. By nie wszedł zagniewany i surowy Jezus oczyścić Swoją świątynię nie inaczej, jak tylko przy użyciu bicza” (Komentarz do Mt 21,12-13).Co więc wiecznemu Majestatowi należy składać na ofiarę? „Ofiarą dla Boga – śpiewa Dawid – jest duch skruszony, sercem skruszonym i uniżonym, Boże, nie wzgardzisz!” (Ps 50,19). [Człowiek] udręczony niech złoży Bogu na ofiarę swoje udręczenie, grzesznik – swą skruchę, sprawiedliwy – pokorę, kapłan – uwielbienie, zakonnik – swoje śluby, jak na innym miejscu ten sam król zachęca: „Złóż Bogu ofiarę chwały i oddaj Najwyższemu śluby twoje„ (Ps 49,14).Miła jest ofiara cierpiącego, zwłaszcza gdy w czasie jej składania wielbi Boga niezależnie od tego, czy cierpieniem jest obarczony za grzechy, czy dla zasłużenia na wieczną chwałę. Dlatego jeden z Ojców mówi: „Nie ma nic wspanialszego nad język, który mimo niepowodzenia składa dzięki Bogu”.Miła jest skrucha pokutującego grzesznika, bo jak stwierdził Sam Pan, „większa będzie w niebie radość nad jednym grzesznikiem pokutę czyniącym, niż nad dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwymi, którzy nie potrzebują pokuty” (Łk 15,7).Miła jest modlitwa pokornego stworzenia, bo ona „przenika obłoki”[25], bo Bóg „pokornym łaskę daje”[26]. I jak sprawiedliwy na początku modlitwy jest oskarżycielem samego siebie, tak Bóg przy nim jest zawsze kimś bliskim i przyjacielem, bo ma największe upodobanie w pokorze.Miłe jest uwielbienie na ustach kapłanów, których Sam Duch Święty zachęca: „Błogosławcie, kapłani Pańscy, Panu [...] błogosławcie, słudzy Pańscy, Panu” (Dn 3,84-85).Miłe są wreszcie, a nawet najmilsze, ubóstwo, czystość i posłuszeństwo zakonników, gdyż są oparte na radzie Chrystusa. Tych właśnie ofiar niby złotych mis[27] nasz Pan zażądał od św. Franciszka i wymógł je.Podczas gdy te wymienione ofiary są bardzo Bogu przyjemne, to szczególniej ze wszystkich ta będzie najznakomitsza i najmilsza, w której one wszystkie się zawierają. Ma to miejsce wtedy, gdy wszystkie nasze wewnętrzne i zewnętrzne sprawy codziennie z czystą intencją tak są Bogu ofiarowywane, aby żadna ich część nie przypadła diabłu. Miej podwójny sposób tego ofiarowania, byś mógł nim się posłużyć rano i wieczorem.Tamże, s. 18-19przekł. archim. R. Piętka MIC

 

Kapłan Mistycznej Świątyni

W tej Świątyni Mistycznej wszystkie święte czynności sprawuje miłość. Wszystkie ofiary składa kapłan-miłość. Ta miłość czysta, święta, płomienna, niebiańska, pochodząca ze źródła wiecznej Miłości.W drugim rozdziale Księgi Kapłańskiej nakazano tamtemu dawnemu duchowieństwu: „Cokolwiek jako obiatę ofiarujesz, solą posolisz” (Kpł 2,13). Starotestamentowe ofiary w głównej mierze składały się z mięsa, a to nie miałoby bez soli żadnego smaku, żadnej możliwości przechowywania. W Prawie Chrystusa, którego cieniem było stare Prawo, słuszniej należałoby powiedzieć: „Cokolwiek złożysz na ofiarę, przyprawisz miłością”. Albowiem – jak zauważa Piotr z Cluny[28] – „Ten, Który w Prawie [w Starym Testamencie] nie przyjmuje żadnej ofiary nie solonej, powiedział, że nie podoba Mu się żaden dar nie związany z miłością” (ks. 5, list 16). To też ma na względzie wypowiedź św. ojca Ambrożego: „Jedynie miłość odróżnia synów Boga od synów diabła. Choćby wszyscy żegnali się znakiem krzyża i wszyscy odpowiadali: Amen; choćby chodzili do kościołów, choćby wypełniali wnętrza bazylik: to jednak synowie Boga od synów diabła odróżniają się nie czym innym, tylko miłością”. Dlatego ofiary Świątyni Mistycznej, jeśli nie są składane przez kapłana-miłość, niemiłe są Bogu, całkowicie je odrzuca. Jeżeli bowiem intencja naszych czynów czy to dobrych, czy jak je nazywają „obojętnych”, nie będzie najlepsza, z trudem będzie mogła być uważana za jakąś zasługę. W najwyższym stopniu pewne jest to powszechne twierdzenie: „Cokolwiek ludzie robią, ocenia wszystkich intencja”. Zrywasz się z łóżka i natychmiast zabierasz się do różnych spraw i bez wzbudzenia dobrej intencji, i bez zwrócenia myśli do Boga? Wierz mi, nie różnisz się od zwierzęcia. Straciłbyś dzień w przypadku gdyby Bóg, Który cię z niczego stworzył i odkupił dla Swojej chwały, nie przyjął tego, co z Jego postanowienia miało być przez ciebie dobrze i należycie wykonane. A jakąż zasługę będą miały uczynki obojętne, czyli ani dobre ani złe, jeśli ty nie uczynisz je dobrymi przez dobrą intencję? Wydaje mi się, że ofiarom Kaina brakowało takiej intencji. „I wejrzał Pan na Abla i na dary jego, ale na Kaina i dary jego nie wejrzał” (Rdz 4,4-5). Teodocjon[29] zaś przetłumaczył: „I spuścił Pan ogień na Abla i na ofiarę jego, na Kaina zaś i na ofiarę jego nie spuścił”. Dlaczego tak? Albowiem [...], jak powiada św. Ambroży, „Kain, ofiarowując Bogu swoje dary, siebie samego zatrzymał dla siebie [...]. Tego rodzaju drobiny Bóg nie przyjmuje, lecz mówi: „Daj mi, Synu mój, serce twoje” (Prz 23, 26). A on […] zatrzymał dla siebie swoje serce, a Bogu ofiarował płody ziemi”. Najwspanialszy Bóg odrzucił te dary, które nie z miłości zostały ofiarowane, lecz z jakiejś innej pobudki, albo z rywalizacji z bratem, albo czczej i bezużytecznej ceremonii. Gdy składano ofiarę, zabrakło miłości-kapłana, nie została więc ona przyjęta.Czy więc modlisz się, czy czytasz, czy piszesz, czy mówisz coś dobrego, rozmyślasz, pracujesz, jesz, pijesz, godnie wypoczywasz; cokolwiek robisz szlachetnego, pobożnego, świętego, pożytecznego i godnego pochwały, wszystko czyń z miłości do Boga i na chwałę Bożą tak, aby zawsze czyn poprzedzała oddzielna intencja, lub przynajmniej po nim następowała. Owocniej bowiem i szlachetniej jest poświęcać Bogu siebie całego i wszystkie swoje sprawy – jak już wykazaliśmy – nie tylko rano i wieczorem, lecz także wiele razy w ciągu dnia, na początku szczególnie wyjątkowych czynności, dodając codziennie przynajmniej ogólne oświadczenie – jak to zostało pokazane – że nie będzie się myślało, mówiło, czyniło, nie mówię już złych rzeczy, ale nawet próżnych, zbytecznych, bezużytecznych; oraz, że się będzie unikało niedoskonałości. W ten sposób, dobry i miłosierny Pan, widząc naszą szczerą wolę, uświęci wszystkie nasze dzieła, myśli i uczynki, zachowa nas od grzechów i gdybyśmy przypadkiem upadli na skutek słabości, natychmiast nas podniesie i przebaczy nam łaskawie nieświadomość. A wreszcie sprawi, że Go będziemy kochali w najdoskonalszy sposób z całego serca, duszy, umysłu, woli, sił, wszędzie, zawsze, przez całą wieczność; i najściślejszym węzłem najgłębszej miłości zjednoczymy się z Jego Bóstwem.Tamże, s. 23-25przekł. archim. R. Piętka MIC

 

Kadzidło Mistycznej Świątyni

W Jerozolimie w najwspanialszej budowli Salomona był ołtarz, który służył ściśle do spalania kadzidła. Trochę wyżej wykazaliśmy, że ołtarzem jest serce człowieka. Czyż nie z niego powinno nieustannie wznosić się przed oblicze Pana bardzo pachnące kadzidło? Mam na myśli modlitwę. Apostoł zachęcając nas do niej, mówi: „Bez przerwy się módlcie” (1Tes 5,17). I rzeczywiście, Mistyczną Świątynię Boga, w której nie spala się kadzidła nieustannej modlitwy, można uważać za kompletnie opuszczoną.Należy więc modlić się myślą, słowem, westchnieniami, łzami; i wonią takiej modlitwy trzeba usunąć wszystko, cokolwiek jest w nas cuchnącego. Doskonale poucza św. Bernard: „Gdziekolwiek byś był, módl się w duchu. Jeżeli byłbyś daleko od kaplicy, nie szukaj miejsca, ponieważ ty sam jesteś tym miejscem. Jeśli byłbyś w łóżku albo w innym miejscu, módl się, i tam jest świątynia”[30]. Kto tak przykłada się do modlitwy i ćwiczy się w niej nieustannie, nie tylko zmyje wszystkie swoje choćby najcięższe grzechy, lecz wejdzie w taką zażyłość z Bogiem, że już nie będzie sługą, lecz przyjacielem, a nawet synem; owszem, tak bardzo złączonym z Bogiem, że w Bogu i z Nim i przez Niego będzie mógł wszystko. Stąd, mając na myśli wspomniany ołtarz kadzenia, [św.] Beda Czcigodny[31] mówi: „Ołtarz ten był przed sanktuarium, tzn. przed Świętym Świętych”, czyli „w pomieszczeniu zewnętrznym, ale blisko wejścia do [pomieszczenia] wewnętrznego”. Ołtarz ten „był obrazem doskonałych, którzy przez ciało jeszcze przytrzymywani na ziemi, lecz całym pragnieniem uniesieni ku niebu, wysyłają do Świętego Świętych jakby dym unoszący się z zapalonego kadzidła; płonąc niebiańską miłością, częstymi modlitwami niepokoją uszy swego Stwórcy [...], o ile są [na ziemi] bardziej czyści i bliżsi nieba, o tyle szybciej otrzymują od Pana to [wszystko], o co proszą. [...] Na tym ołtarzu palone były nie mięsa ofiar, lecz jedynie wonności, ponieważ tacy nie mają już potrzeby niszczyć w sobie grzechów ciała i pokus myśli, lecz przed oblicze swego Stwórcy ofiarowują tylko zapach modlitw i pragnień duchowych przez ogień wiecznej miłości”. Te takie dusze oddane gorliwej modlitwie mogą w jednej chwili bardziej pomóc całemu Kościołowi, niż wszyscy kaznodzieje kazaniami, nauczyciele wykładami, spowiednicy szafowaniem sakramentu pokuty. Mogą oni przywrócić martwych do życia, złych skłonić do poprawy, mogą zniszczyć całe armie, odwrócić głód, oddalić zarazę, mogą zdziałać wszystko, podtrzymywani na siłach podczas modlitwy przez dwie podpory: wiarę i miłość. O takich chyba mówi autor Księgi Powtórzonego Prawa: „Będą kłaść kadzidło czasu zapalczywości Twojej i całopalenie na ołtarzu Twoim” (33,10) Ogólnie uznany tłumacz[32] wyjaśniając to, mówi: „Modlitwa świętych jest dla Boga najprzyjemniejszym kadzidłem, dzięki któremu” – gdy ludzie grzeszą – „łagodzi się gniew Pana. Bo ona oczyszczona z wszelkiego ziemskiego brudu, rozpalona niebieskim pragnieniem, płonie przed obliczem Boga i wzlatuje niby ofiara całopalna z ołtarza serca oddanego Panu jako płomień pobożności”. Chrześcijaninie! Wyznacz więc sobie stałe modlitwy i nigdy ich nie opuszczaj, poddając ocenie – uznałbym to za pożyteczne – roztropnego i pobożnego człowieka. Miej zwyczaj pobożnego rozważania Męki Pańskiej, czterech rzeczy ostatecznych[33], życia Jezusa Chrystusa, Najśw. Dziewicy i świętych do nieba przyjętych, abyś spełniając tę pobożną praktykę, oczyścił się, oświecił i starał się naśladować tych, do których społeczności pragniesz być po śmierci włączony.Miłość do Boga spali to kadzidło, choć nie bez pomocy pokory. Bo jeśli będziesz pokorny, jak powiedział któryś ze świętych, Duch Święty nauczy cię modlić się. On Sam dostarczy ci kadzidła, sam je zapali, sam powiększy płomienie, i sam przyjmie najprzyjemniejszy zapach. Tamże, s. 33-35przekł. archim. R. Piętka MIC

 

Lampa Mistycznej Świątyni

„Przykazanie pochodnią jest, a wskazania światłością” – mówi Mędrzec (Prz 6,23). Ona w Mistycznej Świątyni przed samym ołtarzem serca zawsze będzie płonęła. Dlaczego tak jest? Ponieważ „przykazanie Pańskie jest jasne, oświetlające oczy” (Ps 18,9), a nawet stopy, bo „pochodnią dla nóg moich jest słowo Twoje i światłością dla ścieżek moich” (Ps 118,105), jak w innym miejscu powiedział ten sam [psalmista]. Jeśli na przedzie niesie się latarnię, wiemy jaką drogą mamy iść i nie schodzimy na bezdroża, tak też mając w sercu wyryte przykazania Boże świecące w umyśle, bardzo dobrze widzimy plan ułożenia tego życia. Dostosowując je do nich, ani trochę nie zboczymy ze ścieżki [wiodącej do] szczęśliwej wieczności.Wprawdzie na początku rodzaj ludzki szedł w życiu i swoich działaniach pod kierownictwem natury i za światłem rozumu. A kiedy natura została zepsuta wadami, a rozum zaciemniony grzesznymi nawykami, Bóg ustanowił dla nas prawo, drogę Swoich przykazań, byśmy je zawsze przestrzegali. A gdy ono w końcu częściowo na skutek niedorzecznych interpretacji Żydów, częściowo przez dziwaczne zabobony znowu traciło siłę, wtedy pomógł nam Sam Prawodawca, Chrystus, wcielony Syn Boży, Który „nie przyszedł rozwiązywać Prawo, lecz wypełnić” (Mt 5,17). I on Swymi czynami i słowami umocnił je tak, że słusznie powinno być uważane za Światłość, „która oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego” (J 1,9).Następnie Kościół Katolicki, poza którym niema światła, niema prawdy, dołączył do boskich przykazań jeszcze swoje przykazania, nie wprowadzając w istocie czegoś nowego wbrew zamysłowi Prawodawcy, lecz Jego prawa otoczył swoimi, jakby wałem. Są to niby pomocnicze oddziały, które jakby trzymają straż przed obozem Pana zastępów.I wreszcie wspólnoty polityczne postanowiły zabezpieczyć się swoimi prawami, a całe narody różnymi przepisami. One wszystkie o ile są sprawiedliwe jak wskazaliśmy na to wyżej, powinny być szanowane sercem, umysłem, wolą, jeśli służą nienagannemu i pomyślnemu urządzeniu życia, doskonałemu zarządzaniu Kościołem, bezpieczeństwu i świetności państw.Słusznie mógłby ktoś zganić niepoważną pobożność Żydów, którzy zawieszają przykazania Boże na szyi lub umieszczają na drzwiach domów, a nie zachowują ich. Chrześcijaninowi zaś wypada mieć je w pamięci, rozważać w myśli i czynem wypełniać. I to samo właśnie zaśpiewał sprawiedliwy Król: „Usta sprawiedliwego będą myśleć o mądrości, a język jego będzie mówił, co słuszne. Prawo jego Boga w jego sercu, a nie zachwieją się kroki jego” (Ps 36,30-31).Przykład tu daje starzec Eleazar[34], prawdziwy Izraelita, który wolał umrzeć niż ze gorszeniem jeść, choćby pozornie, zakazane mięso. Daje przykład ta machabejska Bohaterka[35] z siedmiu swymi synami, których pośród okrutnych mąk wysłała przed sobą do nieba, byleby nie złamali ojczystych praw i obyczajów. Wstyd oziębłemu chrześcijaninowi, że prawie codziennie łamie któreś ze swoich praw co najmniej myślą albo mową, jeśli nie czynem.Poza tym trzeba tu z naciskiem zrobić uwagę: w przestrzeganiu jakichkolwiek praw należy zachować właściwą hierarchiczność. A więc, na pierwszym miejscu musi być zachowany szacunek dla praw boskich, następnie kościelnych, wreszcie dla cywilnych. Dlatego niech pseudopolitycy rozważą, czy dobra jest ta osławiona „racja stanu”, która zwraca się przeciwko prawu boskiemu czy kościelnemu; nie chciałbym powiedzieć, że ona już jest przeklęta! Ty jednak, który starasz się o coś lepszego i pragniesz być doskonałym jak Ojciec niebieski, po prostu „zachowaj przykazania”. „Jeśli chcesz wejść do życia, zachowaj przykazania” – jest to słowo Prawdy (Mt 19,17). Jeśli nie chcesz pozbawić się światła rozumu i oglądania Boga, „zachowaj przykazania”. Jeśli nie chcesz, błąkając się po bezdrożach, pójść do piekła, „zachowaj przykazania”. „Przykazanie pochodnią jest, a wskazania światłością” (Prz 6,23). Jak długo ona świeci zawieszona w naszej Mistycznej Świątyni, tak długo widzimy wyraźnie i prostą drogą idziemy do nieba. Przykazanie jest tym słupem ognistym w nocy, a w dzień słupem obłoku,[36] dzięki któremu jesteśmy prowadzeni do ziemi wiecznej obietnicy pewni, że pod przewodnictwem takiego światła tam dojdziemy. „Przykazanie to, które ja dziś daję tobie” – mówi Bóg – „nie jest gdzieś nad tobą, ani nie jest daleko odległe [...]. Ale bardzo blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim, abyś je pełnił”. (Pwt 30,11.14). W jakim celu? Aby zamieszkał w tobie Chrystus. Słuchaj Go: „Jeśli mię kto miłuje, będzie strzegł słów moich” – to znaczy przykazań – „a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niego uczynimy” – wyjaśnia Jan (J 14,23). O, wielce szczęśliwi zachowujący przykazania Boże, których Bóg nie tylko podnosi do gwiazd, ale także schodzi ku nim i jakby na wyniosłym tronie, jakby w empirejskim[37] pałacu pozostaje i króluje w nich Ten, Który mieszka w nieprzystępnej światłości! O, szczęśliwa Świątynio, w której ta lampa przykazań Bożych nigdy nie gaśnie!Przed wielu laty zmarł kochany ojciec Jan Dominik od Krzyża[38], ceniony z powodu licznych i wielkich cnót oraz świętości życia, wspaniała ozdoba polskiej prowincji Szkół pobożnych i niemalże jej założyciel, a także przełożony. Jego śmierć z góry wskazała lampka wisząca przed Najśw. Sakramentem, która spadła bez ingerencji jakiejś siły ludzkiej lub przypadku fizycznego. Lubił on bowiem i zawsze troszczył się bardzo, by nigdy nie zabrakło tego niewielkiego światła owemu wiecznemu i niezmierzonemu Światłu, Jezusowi Chrystusowi, ukrytemu między nami pod postacią chleba.O, miłośniku Chrystusa! Jakże święcie i mądrze uczyniłbyś, jeśliby nigdy nie spadła w tobie lampka, czyli pochodnia Boskich przykazań! A jeśli spadnie? Wówczas ty także, bliski duchowej ruiny, zostaniesz zniszczony przez jeszcze surowszą śmierć. „Dusza, która zgrzeszy, ta umrze” – powiedział Bóg przez Ezechiela (Ez 18,20). Aby żyć wiecznie, podtrzymuj w sobie zwyczajem Westalek wieczny ogień płonącej lampy Boskiego Prawa. Lampa ta, płonąc i świecąc w twoich rękach, doprowadzi cię do światła oglądania Boga. Nie na próżno po śmierci zaśpiewają ci tę pieśń zwycięstwa z życzeniem: „Światłość wiekuista niechaj mu świeci, bo jest pobożny”[39]. Żył świecąc, niech świeci, umierając.Tamże, s. 36-39przekł. archim. R. Piętka MIC

[1] Św. Paweł apostoł urodził się w Tarsie.[2] Do tego wyrażenia św. Pawła Autor dodaje przymiotnik "Mistyczna".[3] Diana, w mit. gr. Artemida, córka Zeusa i Latony, bogini wszelkiego życia na ziemi. Najsławniejsza jej świątynia stała w Efezie.[4] Św. Augustyn (354-430) urodzony w Tagaście w Afryce płn. Po burzliwej młodości został chrześcijaninem, kapłanem i biskupem Hippony. Do XIII w. był głównym autorytetem w Kościele w dziedzinie teologii i filozofii. Jest doktorem Kościoła, ma miano doktora łaski. Napisał autobiografię Wyznania.[5] Św. Grzegorz z Nyssy (ok. 335-394), teolog i pisarz ascetyczny, ojciec i doktor Kościoła. Pozostawił pisma polemiczno-dogmatyczne, egzegetyczne, ascetyczne oraz kazania i mowy.[6] Św. Ambroży (ok. 335-397), biskup Mediolanu i doktor Kościoła. Skłonił cesarza Teodozjusza w r. 390 do publicznej pokuty za rzeź Tessaloniczan.[7] Wergiliusz, Eneida, 6,258. Profanus w przeciwieństwie do sacer obrazowo oznacza niepowołanych słuchaczy, myślowo zaś niepowołany motłoch, który jest nieczuły na pełną uroczystego namaszczenia powagę Mówcy, z którym to motłochem Autor nie chce mieć nic do czynienia, każe mu się oddalić. O. Papczyński chce chyba tu podkreślić, że tak wielką prawdę obecności Boga w człowieku może zrozumieć tylko człowiek niepospolity. [8] Gennadiusz, kapłan z Marsylii, żył w drugiej połowie V w. Przytoczony cytat pochodzi z nieznanego dzieła.[9] Św. Bernard z Clairveaux (1090-1153), doktor Kościoła, wielki czciciel Maryi, nazywany był kolumną Kościoła. [10] Por. Rozmyślania ułożone przez śś. Augustyna i Bernarda, dwóch wielkich doktorów Kościoła, a przetłumaczone przez ks. J.R., Płock 1894, s. 173.[11] J.w. str.173.[12] Por. 1J 3,2-3: w całej swej prawdzie.[13] Por. obrzęd ofiarowania we Mszy św. przedsoborowej.[14] Św. Wawrzyniec Justynian (1381-1455), pierwszy patriarcha Wenecji, z zakonu Kononików Regularnych Lateraneńskich. Zostawił 15 dzieł z zakresu ascetyki i duszpasterstwa.[15] Por. Rozmyślania ułożone przez śś. Augustyna i Bernarda, dwóch wielkich doktorów Kościoła, a przetłumaczone przez ks. J.R., Płock 1894, s. 204.[16] Jan od Jezusa i Maryi (1564-1615), karmelita bosy, ur. w Calahorra (Hiszpania). Jest autorem 79 dzieł z egzegezy Pisma św., duchowości, formacji i prawodawstwa zakonnego.[17] Lucjusz Anneusz Seneka (2-66), filozof rzymski, należał do szkoły stoików.[18] Por. Rozmyślania ułożone przez śś. Augustyna i Bernarda, dwóch Wielkich doktorów Kościoła, a przetłumaczone przez ks. J.K., Płock 1894, s.207.[19] Jan Euzebiusz Nieremberg (1595-1658), jezuita znany z erudycji i pobożności.[20] Por. 1Mch 2,23-24.[21] Ludwik Lipoman (1500-1559), pisarz kościelny, autor komentarzy do Pisma św. zwanych Catena.[22] Teodoret, biskup Cyru (obecnie Kuroz w płn. Syrii), autor komentarzy do księgi liturgicznej greckiego obrządku zwanej Oktoechos. [23] Autor książeczki O naśladowaniu Chrystusa, za którego wielu naukowców uważa Tomasza a Kempis.[24] Św. Hieronim 374-420), doktor Kościoła, tłumacz Pisma świętego, egzegeta, znany głównie jako twórca łacińskiej wersji Biblii zwanej Wulgatą.[25] Por. Syr.35,21.[26] Por. Jk 4,6; 1P 5,5.[27] Pewnego razu Chrystus powiedział św. Franciszkowi, by szukał w swym sercu i ofiarował Bogu to, co tam znajdzie. Znalazł trzy złote kule i ofiarował je Bogu. Natychmiast zrozumiał, że te trzy dary oznaczają święte posłuszeństwo, całkowite ubóstwo i najpiękniejszą czystość. Nasz Autor mówi o złotych misach, ale trzeba tu przyjąć wersję złotych kul.[28] Piotr Czcigodny (ok. 1094 - 1156) był jednym z kilku wybitnych opatów klasztoru w Cluny. On po raz pierwszy w czasie swego urzędowania (1122-56) zwołał (1132) kapitułę generalną z głosem doradczym.[29] Mowa tu może o tłumaczu Teodocjonie, który chcąc w II w. skorygować Septuagintę przetłumaczył na język grecki Stary Testament. [30] Por. Rozmyślania ułożone przez śś. Augustyna i Bernarda, dwóch wielkich doktorów Kościoła, a przetłumaczone przez ks. J.R., Płock 1894, s. 202[31] Św. Beda Czcigodny (ok. 673-735), benedyktyn, wszechstronnie wykształcony angielski teolog, historyk, doktor Kościoła. Pozostawił pisma dydaktyczne z zakresu kosmografii nieba i ziemi oraz meteorologii. Pierwszy zastosował podwójną chronologię, przyjmując jako daty wyjściowe stworzenie świata i narodzenie Chrystusa. Komentował wszystkie księgi Biblii.[32] Nie wiadomo o kogo tu chodzi.[33] Śmierć, sąd Boży, niebo, piekło.[34] Por. 2Mch 6,18-31.[35] Por. tamże 7,1-14. [36] Por. Wj 13,22.[37] Empireum – najwyższa sfera nieba w starożytnej i średniowiecznej kosmologii, opisywana zazwyczaj jako sfera ognia i światła; raj, niebo, firmament; transcendentnie wzniosłe miejsce, uważane za źródło czystej myśli i szczytnych idei.[38] W 1642 r. pijarzy za sprawą o. Jana Dominika od Krzyża otrzymali fundację w Podolińcu od księcia Lubomirskiego, gdzie o. Jan Dominik przebywał do śmierci jako magister nowicjuszy, a wreszcie jako prowincjał nowopowstałej prowincji polskiej. Był on magistrem nowicjatu o. Papczyńskiego (1654-55).[39] Antyfona na Komunię we mszy św. w dniu pogrzebu.

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)