Odkrywanie Boga w ciemności według Edyty Stein

 

Św. Teresa Benedykta – Edyta Stein (1891-1942) budzi wiel­kie zainteresowanie współczesnego człowieka swoją drogą do Boga odkrywanego w Jezusie Chrystusie. Punktem wyjścia jej poszukiwania Boga jest doświadczenie własnego „ja”, które jest związane z przemijaniem w czasie. Przemijalność i nie­trwałość życia ludzkiego określa rozpięcie między tym, co już było i tym, co będzie. Sprawia, że Bóg jest odkrywany w ciem­ności, jednocześnie jako bliski i daleki[1].

Edyta Stein obdarzona przez naturę niezwykle bystrym umy­słem od pierwszych chwil swoich zainteresowań intelektualnych przeznaczona była do prowadzenia zasadniczych poszukiwań filozoficznych. Urodzona racjonalistka ufała światłu, jakie daje rozum. Już w szkole podstawowej nurtowało ją pragnienie „po­ważnego szukania prawdy”. Studia filologiczno-fliozoficzne, jakie odbyła na uniwersytetach we Wrocławiu, Getyndze i Fry­burgu przygotowały ją dobrze do szukania prawdy. Jedno­cześ­nie wyzwoliły w niej pragnienie poznania prawdy ostatecznej o człowieku i o sensie jego życia. Badania metafizyczne nad celem świata i człowieka doprowadziły ją do odkrycia Boga osobowego, który jest bliski człowiekowi w Jezusie Chrystusie. Towarzyszy mu w jego zmaganiach z losem i odkrywa przed nim swoje tajemnice. Kluczem do zrozumienia poszukiwań Boga Edyty Stein jest jej dzieło, które napisała w Karmelu zaty­tuło­wane Wiedza Krzyża[2] (Kreuzeswissenschaft). Jest to komentarz do dzieł św. Jana od Krzyża Droga na Górę Karmel, Noc ciemna, Żywy płomień miłości i Pieśń duchowa.. Św. Teresa Benedykta stawia w nim tezę, że jest wielkie po­dobieństwo między ciemnością i krzyżem, które prowadzą do okrywania Boga.

Ciemność umysłu podobnie jak krzyż są brakiem zrozu­mie­nia siebie. Mogą stać się początkiem drogi, która prowadzi do Boga. Nasza refleksja będzie zmierzała do pokazania jak ciem­ności niewiary prowadziły Edytę Stein do odkrywania Boga jako prawdy, a potem jak ciemności wiary ukazywały praw­dzi­we oblicze Boga objawionego w krzyżu Chrystusa.

1. Ciemności niewiary

Dzięki matce, głęboko wierzącej Żydówce, Edyta Stein zo­stała wychowana w wierze mojżeszowej. Jako dziecko radośnie przeżywała święta żydowskie – Paschę, Nowy Rok i Dzień Po­jednani. W domu rodzinnym uczestniczyła w bogatej obrzę­do­wości. Była dumna, że od osiągnięcia pełnoletniości nigdy nie złamała postu w Dniu Pojednania: „Od trzynastego roku życia nigdy postu nie złamałam, ani też nikt z nas się od niego nie dyspensował nawet wtedy, gdy już nie podzielaliśmy wiary na­szej matki i poza domem nie przestrzegaliśmy rytualnych prze­pi­sów”[3]. Wiara nie zapuściła w niej głębszych korzeni. Z czasem obrzędowość, która była atrakcyjna dla małego dziecka przesta­wała się liczyć. Starsi bracia Edyty z lekceważeniem patrzyli na rytuały świąteczne: „W ogóle kult świąteczny tracił wartość przez to, że tylko moja matka i młodsze dzieci sprawowały go nabożnie. Bracia, którzy w zastępstwie zmarłego ojca mieli od­mawiać modlitwy, czynili to lekceważąco. Gdy najstarszy brat był nieobecny, a młodszy musiał przejąć rolę głowy domu, wi­działo się wyraźnie, że kpi sobie z tego wszystkiego”[4]. W swo­jej Autobiografii wspomina, iż utraciła wiarę w chwili, gdy zaczęła wysuwać się spod kontroli matki: „W trzynastym roku życia utraciłam moją dziecięcą wiarę i w tym okresie jako «sa­modzielny człowiek» zaczęłam wysuwać się spod kierownictwa matki i rodzeństwa”[5]. Również jej siostra Elza i jej maż Maks, zdecydowani ateiści negatywnie wpływali na wiarę młodej Edyty.

Czas studiów filozoficzno-filologicznych na Uniwersytecie Wrocławskim spędziła Edyta Stein na intensywnych poszuki­waniach prawdy. Jej otwarty i ścisły umysł szukał podstaw dla zorientowania swojego życia. Studiowała więc filozofię ucząc się miłości do prawdy. Obok języka i literatury niemieckiej wybrała również języki starożytne: grekę i łacinę. Z lat dzie­cięcych znała teksty Pisma świętego Starego Testamentu czyta­ne w synagodze czy w domu. Studiując język staroniemiecki, a potem ucząc się gramatyki greckiej zetknęła się też po raz pierwszy z Ewangelią. Lektura tego tekstu nie zrobiła jednak na niej większego wrażenia: „Ewangelienharmonien Tationa a póź­niej przekład Biblii Ulfilasa – to moje pierwsze spot­kanie z Ewangelią (nie licząc fragmentów, które poznałam na nabożeństwach szkolnych). W naszych książkach od gotyc­kie­go, pod tekstem gotyckim znajdował się oryginalny tekst grecki. Nie miało to jednak na mnie żadnego religijnego wpływu”[6].

W tym czasie obok problemów religijnych, odsuniętych na dalszy plan, pojawiły się zainteresowania narodowościowe. Edy­ta Stein wychowana w domu z tradycjami żydowskimi jedno­cześnie w czasie studiów historycznych na uniwersytecie pogłę­biała swoją tożsamość przynależności do narodu niemieckiego. Wielką rolę w tym procesie nabierania świadomości narodowej odegrała jej przyjaciółka z czasów studiów Kaethe Scholz, po­chodząca z rodziny protestanckiej. Poznając historię nowożyt­nych Prus, Edyta coraz mocniej była świadoma swojej niemiec­kości: „Ta miłość do historii nie była u mnie romantycznym zatopieniem się w przeszłości; łączyła się najściślej z namięt­nym pragnieniem udziału w politycznych wypadkach teraźniejszości, jako historii, która się tworzy. To zaś rodziło się z niezwykle silnego społecznego uczucia solidarności z ludzkością, nawet
z mniejszymi wspólnotami. Jeśli odrażał mnie zawsze nacjo­nalizm darwinistyczny, to byłam przecież mocno przekonana
o sensie naturalnej jak i historycznej konieczności poszcze­gólnych państw i różnie uczłonkowanych ludów i narodów”[7].. Zainteresowanie swoją tożsamością narodową i sprawami spo­łecznymi kierowało Edytę Stein w stronę człowieka.

W czasie studiów we Wrocławiu E. Stein zetknęła się z psy­chologią wykładaną przez prof. Sterna i środowiskiem studen­tów skupionych wokół niego, które interesowało się metodami pedagogicznymi. W tym kręgu studentów poznała dzieło E. Hu­s­serla Logische Untersuchungen, twórcy metody fenomenolo­gi­cznej, profesora filozofii w Getyndze.

Studia we Wrocławiu (1911-1913) a potem w Getyndze (1913-1915) oddaliły Edytę od rodziny. Uczestniczyła w uro­czystościach urodzinowych swojego rodzeństwa i krewnych, jednak jej zainteresowania odchodziły od codziennych proble­mów najbliższych. Pochłonęły ją zupełnie poszukiwania na­ukowe w dziedzinie filozofii i psychologii. Szczególnym polem jej poszukiwań była dziedzina poznawania przez wczuwanie się, które zaowocowały pracą doktorską pt. Zum Problem der Einfühlung. Poszukiwania prawdy o świecie i sobie prowadziły ją do pytań o Boga.

W czasie studiów w Getyndze zetknęła się z wiarą swoich przyjaciół i profesorów. Nauczyła się patrzeć z podziwem na przekonania religijne innych ludzi: „W Getyndze nauczyłam się poszanowania dla problemów wiary i czci dla ludzi wierzących. Chodziłam nawet czasem z mymi przyjaciółmi do kościoła protestanckiego (pomieszanie polityki i religii panujące tam w kazaniach nie mogło mnie, naturalnie, doprowadzić do po­znania prawdziwej wiary i raczej mnie odstręczało), ale drogi do Boga jeszcze nie odnalazłam”[8]. Po obronie pracy dyplo­mo­wej matka zwróciła jej uwagę, iż powinna być wdzięczna Bogu za osiągnięcia naukowe. Edyta Stein po latach stwierdziła, iż wówczas nie była zdolna dostrzec Jego obecności w swoim życiu.

Wielki wpływ na odkrycie Boga miał dla Edyty Stein krąg studentów i filozofów zgromadzonych wokół Edmunda Husserla, najpierw profesora w Getyndze a potem we Fryburgu, gdzie kontynuowała studia w latach 1916-1918. Byli wśród nich kon­wertyci Dietrich von Hildebrand i Zygfryd Hamburger. Nawet niektórzy jej znajomi podejrzewali ją wówczas, iż ona również przeszła na katolicyzm. W czasie podróży do Fryburga w 1916 roku, jej przyjaciel Hans Lipps postawił trochę ironiczne pyta­nie o wiarę: „Gdy rozmawialiśmy o znajomych z naszego koła, Hans nagle zapytał: «Czy Pani też należy do tego klubu z Mo­nachium, który codziennie chodzi na Mszę św.» Na tak do­wcipne sformułowane pytanie musiałam się uśmiechnąć, mimo że ten niefrasobliwy sposób wyrażania się o sprawach religij­nych żywo mnie zabolał”[9]. Pytanie to uświadomiło jej, że sympatyzuje z ludźmi, którzy odkryli wiarę i konsekwentnie za nią poszli.

We Fryburgu, gdzie obroniła pracę doktorską w 1917 roku, przeżyła pierwsze głębokie zbliżenie do katolicyzmu. Było to krótkie doświadczenie związane z nawiedzeniem katedry: „Lecz większe wrażenie niż Römerberg i Hirschgraben zrobiły na mnie sprawy zgoła różne. Wstąpiłyśmy na kilka minut do katedry
i gdyśmy tam pozostawały w nabożnym milczeniu, weszła jakaś kobieta obarczona koszykiem i uklękła w jednej z ławek na krótką modlitwę. Było to dla mnie zupełnie coś nowego. Do synagogi i zborów protestanckich, do których chodziłam, szło się tylko na nabożeństwo. Tu ktoś oderwał się od wiru co­dzien­nych zajęć, aby wstąpić do pustego kościoła, jakby na jakąś poufną rozmowę. Nigdy tego nie zapomnę”[10]. W wierze Edyta Stein odkrywała powoli osobistą, bardzo intymną relację czło­wieka do Boga, dokonującą się w całkowitej ciszy i samotności.

Bliższe spotkanie Edyty Stein z Chrystusem miało miejsce po śmierci filozofa z Getyngi i przyjaciela Adolfa Reinacha, któ­ry zginął w czasie I wojny światowej w 1917 roku. Na po­grze­bie uderzył ją spokój wdowy, która z głęboką wiarą przyjęła śmierć męża: „Na pogrzebie Reinacha spotkałam się pierwszy raz z Krzyżem i Bożą mocą, jakiej udziela on tym, którzy go niosą. Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół w jego zwycię­stwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy Krzyża”[11].

Szukając Boga Edyta Stein modliła się „tęsknotą za praw­dą” odnajdując w Bogu odpoczynek przez całkowite poddanie się Jego woli. Momentem decydującym była lektura Księgi życia św. Teresy od Jezusa, w czasie której zrozumiała, że jest gotowa pójść za Jezusem: „Sięgnęłam po jakąś książkę na chy­bił trafił. Nosiła tytuł: Życie św. Teresy z Avila napisane przez nią samą.. Zaczęłam czytać. Urzekła mnie! Czytałam jednym tchem do końca. Gdy ją zamknęłam, powiedziałam sobie: to jest prawda”[12]. Edyta zabrała się do poznawania Chrystusa z pa­sją naukowca. Przestudiowała gruntownie katechizm i mszał. Zaskoczyła znajomością prawd wiary ks. Eugeniusza Breitlin­ga, proboszcza w Bergzabern, który ją egzaminował przed chrztem. Sakrament chrztu, który przyjęła 1 stycznia 1922 roku, rozpo­czął nowy okres w odkrywaniu Boga.

2. Wiedza krzyża

Po chrzcie Edyta Stein przeżywała wielkie chwile radości
z odnalezienia Boga i wejścia w z Nim bardzo osobisty kontakt. Doświadczała wewnętrznej pełni i pokoju oraz mocy pocho­dzą­cej od Stwórcy: „Istnieje stan uciszenia w Bogu, całkowitego odprężenia wszystkich sił duchowych, w którym niczego się nie planuje, o niczym nie decyduje, nic nie działa, lecz przyszłość stawia się do dyspozycji Bożej, poddając się zupełnie losowi.
W takim stanie znalazłam się po pewnym przeżyciu, które prze­rastało moje siły, pochłonęło całkowicie moje siły życiowe, pozbawiło mnie wszelkiej aktywności”[13]. Po nawróceniu Edyta zrezygnowała chwilowo z uprawiania filozofii. Wydawało się jej, że powinna żyć tylko Bogiem odrzucając wszelkie inne zajęcia. Zamierzała zaraz po chrzcie wstąpić do Karmelu, ale możliwość sprawienia przykrości matce, praktykującej żydówce powstrzymała ją przed tą decyzją.

Bóg, który stał się dla Edyty Stein tak bliski, domagał się od niej ofiary, jakby ukrywając się za zasłoną wiary: „Kiedy w dzień Nowego Roku 1922 przyjęłam chrzest, myślałam, że jest to tylko przygotowanie do wstąpienia do klasztoru. Ale gdy kilka miesięcy później stanęłam przed mą ukochaną matką, zrozu­miałam, że chwilowo nie jest ona zdolna do przyjęcia drugiego ciosu. Nie zabiłby jej wprawdzie, lecz napełniłby ją taką gory­czą, że nie chciałam jej brać na swoją odpowiedzialność. Mu­siałam więc cierpliwie czekać, umacniana zresztą przez moich kierowników duchowych”[14]. Bóg, którego wybrała świadomie żądał od niej kolejnych ofiar. Jej żydowskie pochodzenie prze­szkodziło jej w habilitacji. Jej propozycje odrzucił zarówno uni­wersytet we Fryburgu jak i we Wrocławiu. Edyta jednak nie poddawała się jeżdżąc z wykładami po całych Niemczech.

W październiku 1933 roku Edyta Stein podjęła decyzję
o wstąpieniu do Karmelu w Kolonii. W obliczu rozpoczynają­cego się w Rzeszy niemieckiej prześladowania Żydów chciała
w ten sposób podkreślić swoje związanie z swoim narodem składając swoje życie razem z Chrystusem w ofierze za Izrael. Ciężkim przeżyciem stało się dla niej pożegnanie z matką, które było wejściem w duchową samotność. Ze wzruszeniem Edyta opisuje moment wyjazdu z domu: „Matka usiłowała coś zjeść, ale odsunęła filiżankę i zaczęła płakać. Podeszłam do niej
i trzy­małam ją w ramionach aż do chwili, gdy trzeba było już iść. Skinęłam na Ernę, by zajęła moje miejsce. W sąsiednim pokoju ubrałam kapelusz i płaszcz. Nastąpiło pożegnanie. Mat­ka ściskała mnie i całowała serdecznie. Eryka dziękowała mi za okazaną pomoc… Żegnając mnie powiedziała: «Niech cię Wie­kuisty wspomaga». Gdy ściskałam Ernę, matka zaczęła głośno szlochać. Wyszłam pośpiesznie… W końcu pociąg ruszył. Obie na pożegnanie kiwały rękami, jak długo można było je widzieć.
W końcu znikły mi z oczu. Usiadłam na swoim miejscu w prze­dziale. Tak więc rzeczywistością stawało się to, czego jeszcze niedawno zaledwie ważyłam się spodziewać. Nie mogła mnie ogarnąć żywiołowa radość.. Zbyt straszne było to, co leżało za mną. Ale trwałam w głębokim pokoju – przystani Bożej woli”[15].. Pragnienie poznania Boga Edyta musiała okupić wielkim cier­pieniem i jakby oddaleniem od swoich najbliższych, by zbliżyć się do Jezusa[16].

W nowicjacie wszystko było nowe i budziło zachwyt u nie­młodej już Edyty. Zaprawianie się do pokory i posłuszeństwa, które stanowią podstawowe filary życia karmelitanki nie przy­chodziło jej łatwo. Była bowiem przyzwyczajona do decy­do­wania o swoich zajęciach i zainteresowaniach. Uczenie się posłuszeństwa było chodzeniem w ciemności razem z Chrystu­sem: „Dla kogoś, kto przywykł od lat sobą dysponować, niemałą ofiarę stanowi dążenie do dziecięctwa i posłuszeństwa oraz pod­porządkowania własnego sądu woli przełożonych. Jest nawet łatwiej z Chrystusem dać się przybić do krzyża, niż z Nim stać się małym dziecięciem”[17]. Edyta Stein przyzwyczajona do sa­modzielnego myślenia i poszukiwania Boga, uczyła się po­zna­wać Go przez pełnienie Jego woli naśladując Chrystusa
w całkowitym posłuszeństwie Ojcu. Wymagało to nieustannej rezygnacji z siebie i własnego „ja”.

Idąc drogą Jezusa Teresa Benedykta od Krzyża przeżyła noc samotności i opuszczenia oraz niezrozumienia ze strony najbliższych. Doświadczenia te prowadziły ją do odkrywania woli Bożej i poznawania Boga przez wiarę: „Kto przylgnął do Chrystusa, przetrwa nawet noc subiektywnego oddalenia od Bo­ga, noc strasznego opuszczenia. Może dzięki jego cierpieniu Opatrzność Boża zechce wyzwolić kogoś, kto jest rzeczywiście spętany grzechem. A więc nawet, w najciemniejszej nocy – bądź wola Twoja”[18]. Przyjęta przez św. Teresę Benedyktę nor­ma postępowania łączyła się z zaakceptowaniem krzyża Chrystusa, który proponował jej nową wiedzę – wiedzę Krzyża (scentia Crucis).

Im bardziej Edyta Stein oddawała się Bogu podejmując decyzję pełnienia Jego woli i przyjmując ograniczenia związane z życiem w klasztorze, tym bardziej doświadczała Jego mocy i bliskości. Coraz wyraźniej widziała Boga, który ją prowadził i podtrzymywał oraz obdarzał poczuciem bezpieczeństwa: „Jest rzeczą niezaprzeczalną, że mój byt jest przemijający, prze­dłu­żany z chwili na chwilę i podległy możliwości wygaszania. Jest jednakże rzeczą tak samo oczywistą, że pomimo mego przemi­jania istnieję, że istnienie moje jest nieustannie podtrzymywane,
i że w moim bycie przemijającym obejmuję Byt Wieczny. Wiem, że mnie «Ktoś» trzyma i dlatego jestem spokojna i bezpieczna”[19]. Wychodząc od doświadczenia, że jej życie jest skończone i kru­che, wielka filozof szukała przyczyny swojego bycia. Proste stwierdzenie obecności Boga prowadziło Edytę Stein do głębo­kiego przeżycia bycia dzieckiem w Jego ręku. Poszukiwanie prawdy doprowadziło ją do odkrycia Boga miłości, który cho­ciaż często ukrywa się za zasłoną wiary, jest zawsze bliski przez miłość.

Filozofia prowadziła Edytę Stein do mistyki dającej pozna­nie Boga w ciemności wiary: „Ponad drogą poznania filozo­ficznego jest droga wiary. Daje ona zupełnie bliskość Boga miłującego i miłosiernego oraz obdarza taką pewnością, jakiej nie może udzielić nam żadne poznanie naturalne. Należy jednak pamiętać, że i droga wiary jest drogą ciemną. Bóg dostosowuje swe słowa do miary człowieka, abyśmy mogli pojąć to, co Nie­pojęte”[20]. Oddając się Bogu, jeszcze głębiej poznawała siebie, swoje wnętrze i możliwości swojej duszy zdolnej do kochania i składania siebie w ofierze.

W swoim wnętrzu Edyta Stein odkrywała Boga, który prze­mieniał ją przez miłość i pozwalał jej uczestniczyć w życiu Osób Boskich. Wysiłek umysłu był wówczas prawie niepo­trzebny, jedyną czynnością jaką nieustannie podejmowała było przylgnięcie swoją wolą do woli Boga i wyrażenie zgody, by ją prowadził: „Bóg sam działa w duszy wszystko jedynie dlatego, że ona całkowicie się Mu oddaje. To zaś oddanie jest najwyż­szym aktem jej wolności. Oddanie własnej osoby Bogu jest jednocześnie najśmielszym, przechodzącym wszelkie pojęcie, wzięciem Go w posiadanie. Jest to najgłębsze wciągnięcie w byt Boży, które duszę przebóstwia; jedność osób, która nie znosi jednakże ich odrębności, lecz ją właśnie zakłada; wyższe nad to jest jedynie wzajemne przenikanie się Osób Boskich, będące zresztą jego prawzorem”[21]. Św. Teresa Benedykta wy­raziła zgodę na Jego działanie w jej duszy składając śluby wie­czyste 21 kwietnia 1938 roku. Prosiła wówczas Boga, by mogła być ofiarą za swój naród. Bóg przyjął jej ofiarę pozwalając jej przejść zwycięsko przez ostateczny tunel ciemności śmierci.

W zbawczych planach Boga Edyta Stein odkryła również swój los. Przyjęła w pokorze i cichości serca sytuację podobną do doświadczenia Maryi w Nazarecie. Warunkiem wejścia w hi­storię zbawienia pisaną przez Boga jest na wzór Jego Matki jest „całkowite przekreślenie i zatopienie się w życiu Chrystusa”. Odkryła tajemnicę ciszy, w której Bóg przychodzi do człowieka: „Pełnia Bożego życia staje się w nas rzeczywistością. Trzeba tylko godzin nadsłuchiwania w milczeniu na działanie Boskiego Słowa, aż samo tego dokona, że stanie się w nas płodne w ofie­rze chwały i w ofierze czynu”[22]. Edyta Stein zbliżała się coraz bliżej do tajemnicy krzyża, który stanął przed nią szczególnie wyraźnie po wydarzeniu „kryształowej nocy” (Kristalnacht).

1 stycznia 1938 ze względu na bezpieczeństwo Edyta Stein została przeniesiona do Karmelu w Echt w Holandii rozpo­czy­nając drogę krzyża. W swoim sercu potwierdzała wielokrotnie, iż chce cierpieć za swój naród wolna od wszelkich przywiązań. Zrozumiała, że największą wiedzę posiada człowiek w zjedno­czeniu z Chrystusem cierpiącym: „Gdy człowiek zrozumie, że Chrystus w ostatecznym poniżeniu i unicestwieniu dokonał naj­większego dzieła pojednania i złączenia ludzkości z Bogiem, zrozumie też, że także jego do zjednoczenia z Chrystusem po­prowadzi śmierć krzyżowa”[23]. Miłość, która pozostała w jej sercu dawała jej wewnętrzną wolność, by kochać tylko Jezusa.

3. Noc ciemna

Przeżywając trudności wynikające z prześladowania Żydów w hitlerowskich Niemczech Edyta Stein już w Karmelu podjęła się analizy dzieł św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Jezusa od­nowicieli Karmelu. W swoich przeżyciach będących nieustan­nym poszukiwaniem Boga poprzez studia filozoficzne, a potem jako chrześcijanka św. Teresa Benedykta odkryła prawidłowość będącą zasadą życia duchowego. Im bardziej człowiek poszu­ku­je Boga i podejmuje więcej wysiłku, by go poznać, tym bardziej przeżywa poczucie opuszczenia i samotności.

Na drodze chodzenia za Chrystusem Edyta Stein odkryła ta­jemnicę krzyża, czyli cierpienia, które upodabnia do Zbawiciela pomagając coraz głębiej zrozumieć tajemnicę Jego życia, śmierci i Zmartwychwstania. Doświadczenie cierpienia i krzyża jest podobne do przeżycia nocy, które opisuje św. Jan od Krzy­ża w swoich dziełach: Droga na Górę Karmel i Noc ciemna[24]. Krzyż jak i noc wiary przynoszą człowiekowi niezrozumienie siebie, poczucie samotności i próżni wewnętrznej skłaniając do pytania o sens życia i codziennych wysiłków. Często w takim doświadczeniu cierpienia pytania idą dalej o to, gdzie jest Bóg i dlaczego milczy, gdy człowieka dotyka zło. Ciemności nocy wiary, mówi św. Teresa Benedykta, przynoszą „posłannictwo Krzyża”. Noc podobnie jak krzyż budzi lęk i niepokój a jed­nocześnie fascynuje i pociąga, otwiera bowiem przed czło­wie­kiem nowe doświadczenie. Prowadzi do rzeczywistości nieznanej i niepewnej. Za nocą, jak za krzyżem jest wielkie światło zmar­twychwstania.

Pierwszym krokiem w przeżyciu nocy jest „wyrzeczenie się pożądania rzeczy tego świata”. Jest to konieczne, ponieważ Bóg, którego człowiek pragnie poznać, jest zupełnie inny od wrażeń jakie otrzymujemy przy pomocy zmysłów i od naszych wyobrażeń: „To właśnie wyrzeczenie pogrąża duszę w ciem­no­ści i jakby w próżni. Dlatego nazwane jest nocą. Świat dostrze­galny zmysłami jest oczywiście mocnym, utrzymującym nas gruntem, domem, w którym czujemy się u siebie, który nas żywi
i zaopatruje we wszystko co potrzebne; jest źródłem naszych radości i przyjemności. Jeżeli zostanie odjęty, lub jeżeli musimy go opuścić, wtedy czujemy się tak, jakby nam usuwano ziemię spod nóg i pogrążano w ciemnościach nocy; zdaje się nam, że toniemy i giniemy. Lecz nie!”[25]. Odrzucenie doświadczeń zmy­słowych i pożądania rzeczy tego świata wprowadza człowieka na drogę wiary, która pozwala poznawać, lecz nie pozwala zo­baczyć. Wiara jest ciemna dla zmysłów i umysłu. Ma swoje różne odcienie. Czasem jest jak zmierzch, kiedy jeszcze coś można zobaczyć. Innym razem przynosi całkowitą ciemność północy, kiedy zmysły i rozum stają się bezużyteczne. Noc bywa również pełna brzasku poranka wlewając do serca nadzieję.

Początkiem drogi ciemności jest odważne wyrzeczenie się pożądań zmysłowych, by patrzeć i widzieć w nowy sposób, wolny od przywiązania. Św. Teresa Benedykta zachęca do zmia­ny stosunku do świata poznawanego zmysłami. Zmysły są oknem na świat, ale często mocno wiążą człowieka z rzeczami ograniczając pole widzenia. Czynią go niewolnikiem i wypeł­niają jego wnętrze tak, że nie ma miejsca dla Boga. Edyta Stein zachęca, by panować nad swoją naturą i przyzwyczajeniami: „Gdy zaś chodzi o sprawę wejścia w ciemną noc, zaczyna ona coś zupełnie nowego: całe miłe zadomowienie w świecie, ko­rzystanie z przyjemności jakie daje, pragnienie użycia i zro­zu­miałe przyzwolenie na to pożądanie – to wszystko co dla czło­wieka natury oznacza jasne życie dzienne – w oczach Boga jest ciemnością i nie da się pogodzić ze światłem Bożym”[26]. Podjęcie walki z własną naturą ma doprowadzić do powstania wewnętrz­nej przestrzeni, w której zamieszka Bóg. To przyjęcie ciem­no­ści św. Teresa Benedykta nazywa wzięciem krzyża na siebie. Wymaga ono cierpliwości i wytrwałości, gdyż zaraz na początku drogi pojawia się pragnienie wycofania i zniechęcenie.

Opisując noc bierną zmysłów i ducha Edyta Stein za Do­ktorem Karmelu nazywa ją „ukrzyżowaniem”, ponieważ Bóg odbiera człowiekowi radość na modlitwie. Pojawiają się oschło­ści i niepewność, czy droga jest właściwa, czy nie jest szuka­niem siebie. Największą pokusą jest pragnienie działania na własną rękę, dlatego św. Teresa Benedykta zachęca do wytrwa­nia w tęsknocie za Bogiem. To uczucie jest potwierdzeniem pójścia właściwą drogą: „Owego rozpłomienienia miłością
w początkach zwykle się nie odczuwa; przeżywa się raczej oschłość i pustkę, bolesny lęk i udrękę. Jeśli się zaś czuje co­kolwiek – to dręczącą tęsknotę za Bogiem, pełną bólu ranę miłości. Dopiero później człowiek dostrzega, że Bóg chciał go oczyścić przez noc zmysłów i zmysły poddać duchowi”[27].

W oschłościach człowiek uczy się pokory, uległości woli Bożej i posłuszeństwa. Zdobywa pokój wewnętrzny i ciągłą pamięć o Bogu oraz pragnienie podobania się Mu. W nocy zmysłów – czynnej będącej wysiłkiem człowieka
i biernej, w której działa Bóg – następuje oczyszczenie władz naturalnych człowieka, które Edyta Stein nazywa „nowym na­rodzeniem”. Po nim następuje noc ducha, która jest udziałem w zmartwychwstaniu Chrystusa.

Noc ducha polega na całkowitym podporządkowaniu swo­ich władz duchowych wierze, nadziei i miłości. Trudność oczysz­czenia ducha polega na tym, że nasz rozum jest przyzwyczajony do pewnych pojęć o Bogu, nasza wyobraźnia przedstawia obra­zy Boga, a wola chce kochać w sposób egoistyczny – najpierw siebie a następnie Boga. Ciemności w jakie Bóg wprowadza obejmują już nie tylko zgodę wewnętrzną na przyjęcie, że On istnieje, ale podporządkowanie Jemu swojego losu. Edyta Stein przestrzega przed pozornym wejściem w ciemność ducha: „Nie chodzi tu o trochę więcej skupienia czy pewną poprawę w tym czy innym kierunku, o przedłużanie modlitwy, albo praktykę umartwienia przy opływaniu w pociechy i uczucia duchowe”[28]. Rozum nie może dać pojęć, które ukazałyby całą prawdę o Bo­gu, wola natomiast nie może dać prawdziwej radości Bożej, dlatego trzeba podporządkować się ciemności nie przywiązując się do siebie i do swoich wyobrażeń o Bogu.

Ogołocenie biernej nocy ducha nie jest teoretyczną reflek­sją, lecz przyjęciem krzyża polegającym na zaakceptowaniu niezrozumienia siebie i sytuacji, w jakiej człowiek się znajduje. Św. Teresa Benedykta mówi wręcz o „uniżeniu i unicestwie­niu” siebie razem z Chrystusem: „Jeżeli go podejmie, doświad­czy, że jest słodkie jarzmo i lekki ciężar. Krzyż stanie się dla niego laską wiodącą szybko wzwyż. Gdy zrozumie, że Chrystus w ostatecznym uniżeniu i unicestwieniu, na krzyżu dokonał największego dzieła pojednania i złączenia ludzkości z Bogiem, zrozumie też, że i jego do zjednoczenia z Bogiem poprowadzi «śmierć krzyżowa w żywym ciele, w tym, co zmysłowe i du­cho­we». Jak Jezus w śmiertelnym opuszczeniu oddał się w ręce niewidzialnego i niepojętego Ojca, tak dusza pogrąża się w nocy wiary, będącej jedyną drogą do Boga, który jest niepojęty”[29]. Przyjęcie tego krzyża niezrozumienia wprowadza w kontem­plację mistyczną, która jest jak promień światła przynoszącego nowe poznanie Boga.

Noc ciemna prowadzi do poznania największych tajemnic Boga: Stworzenia i Odkupienia, prawdy o cierpieniu Syna Bo­żego, sensu życia człowieka na ziemi i jego zmagania się z lo­sem. Napełnia duszę miłością, która jednoczy z Bogiem i czyni człowieka zdolnym do wielkiego poświęcenia i złożenia swoje­go życia w ofierze.

Niestrudzone poszukiwanie prawdy w filozofii doprowa­dzi­ło Edytę Stein do odkrycia Prawdy Wiecznej – Boga osobowego, który objawił się w Jezusie Chrystusie. Jej odwaga myślenia i konsekwencja kazały jej przyjąć chrzest i wiernie szukać całej prawdy o Bogu wcielonym. Spotkanie z Chrystusem otworzyło przed św. Teresą Benedyktą nowy świat wyznaczany przez Bo­ga, który stał się człowiekiem i wziął krzyż na swoje ramiona. Ciemności filozoficznego poszukiwania stały się ciemnościami wiary. Poznając Chrystusa Edyta Stein uczyła się powierzać Jemu całkowicie swój los, przyjmować cierpienie wynikające
z konwersji na katolicyzm i konieczności odejścia od uko­chanej matki. Droga krzyża, który przyjęła, składając swoje życie w ofie­rze za naród żydowski, prowadziła ją na szczyty mistyki: we­wnętrznej wolności, pokoju serca i odwagi w kon­frontacji ze śmiercią.

Poznawanie dzieł św. Jana od Krzyża potwierdziły we­wnętrz­ną intuicję Edyty Stein. W komentarzu, jaki napisała do traktatów teologicznych Doktora Karmelu potwierdziła, że od­krywanie Boga w ciemności jest przyjmowaniem wiedzy krzyża, która prowadzi do całkowitego zjednoczenia z Bogiem przez miłość i poznawania Jego tajemnic.

ks. prof. Jan Machniak

 


[1] Por. J.A. Kłoczowski, Drogi człowieka mistycznego, Kraków 2001, s. 68-76; Drogi poznania Boga i człoweka w myśli filozoficzno-teologicznej Edith Stein, [w:] Odkrywanie Boga, red. J. Machniak, J.W. Gogola OCD, Kra­ków 1998, s. 47-60.

[2] E. Stein, Wiedza Krzyża, [w:] Światłość w ciemności, Kraków 1977, t. 2, s. 15-264.

[3] E. Stein, Autobiografia, [w:] Światłość w ciemności, Kraków 1977, t. 1, s. 58.

[4] Tamże, s. 56.

[5] Tamże, s. 58.

[6] Tamże, s. 83.

[7] Tamże, s. 83.

[8] Tamże, s. 155.

[9] Tamże, s. 175.

[10] Tamże, s. 176.

[11] Tamże, s. 201-202.

[12] Tamże, s. 203.

[13] Tamże. s. 202.

[14] Tamże, s. 203-204.

[15] Tamże, s. 232.

[16] Por. J. Machniak, Doświadczenie cierpienia w życiu E. Stein, [w:] Odkry­wanie Boga, dz. cyt., s. 61-74.

[17] E. Stein, Autobiografia, dz. cyt., Tamże, s. 242.

[18] Tamże, s. 244.

[19] Tamże, s. 249; por. Werke, 2, 53.

[20] Tamże, s. 250; por. Werke, 2, 58.

[21] Tamże, s. 259, por. Werke, 1, 161.

[22] Tamże, s. 261.

[23] Tamże, s. 283.

[24] Por. J.W. Gogola OCD, Wpływ św. Jana od Krzyża na duchową drogę Edyty Stein, [w:] Odkrywanie Boga, dz. cyt., s. 27-45.

[25] E. Stein, Wiedza Krzyża, dz. cyt., s. 55.

[26] Tamże, s. 57; por. Droga I, 1, 5 (Św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Kar­mel, [w:] Dzieła, t. I-II, Kraków 1975).

[27] Tamże, s. 62; por. Noc ciemna, I, 9, 6; I, 12, 4 nn.

[28] Tamże, s. 69; por. Noc…, II, 7, 5.

[29] Tamże, s. 123-124; por. Noc…, II, 6.

Poprawiony (piątek, 09 września 2011 20:21)

 

Modlitwa jest drabiną Jakubową, po której duch człowieka wstępuje do Boga, a łaska Boża zstępuje do człowieka. (E. Stein)

Filmy
Konferencje audio