Etos mężczyzny

 

„Niewidzialni rodziciele”.

Istota duszy męskiej w świetle refleksji

filozoficzno-teologicznej Edyty Stein

 

Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie (św. Augustyn, Wyznania)

 

            Do przyjrzenia się tematowi skłonił mnie pewien niedosyt w refleksji nad męską duszą. Myślę w tej chwili o obszernych analizach Edyty Stein, które poświęciła duszy kobiecej, męską jakby przemilczając. Dobrze znamy szereg pięknych określeń duszy kobiecej, które można czytać z zazdrością:

 "Dusza kobieca winna być szeroka i otwarta na wszystko, co ludzkie; musi być spokojna, aby nie wygasić gwałtownym podmuchem najmniejszego nawet płomyka; musi być ciepła, by delikatne kiełki nie ucierpiały od zimna: musi być jasna, aby w ciemnych kącikach czy fałdkach nie zagnieździły się jakieś szkodniki; musi być w sobie zwarta aby to, co się wciska z zewnątrz nie uszkodziło życia wewnątrz; musi być wolna od siebie samej, aby w sobie uczynić miejsce dla innego życia; w końcu musi być panią siebie i swego ciała, aby całą osobowością odpowiedzieć na każde wezwanie".

 

Drugim motywem zajęcia się męską duszą jest sam sposób prowadzenia narracji filozoficzno-teologicznej przez Stein; nie chodzi o metodę nawiązującą do fenomenologii czy ontologii personalnej, a raczej o ogólną perspektywę teologiczno-duchową, stanowiącą nieodległe od poszczególnych rozważań tło. Głębię tego duchowego tła stanowi „obraz Boga w człowieku”. Obraz Boga w rzeczywistości jest obrazem Trójcy – obrazem Ojca, Syna i Ducha Świętego. Taka metaforyzacja wewnętrznego życia człowieka przywołuje na myśl konkretne już wypowiedzi: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”; „Ja jestem w Ojcu, a Ojciec jest we mnie” itd. W sposób szczególny interesuje mnie ta właśnie relacja i jej praktyczne rozwinięcia.

Chociaż zagadnienie duszy męskiej nie jest bezpośrednim przedmiotem namysłu Stein, pośrednio jednak Stein udziela nam − mężczyznom kilku sugestywnych wskazówek odnośnie do „CO” bycia mężczyzną. Głównym powołaniem mężczyzny jest odzwierciedlić w sobie obraz Boga Ojca. Ten zaś wyraża się w ojcostwie, w panowaniu nad stworzeniem – w strzeżeniu go, ochronie i wspieraniu.

Ostatnim motywem podjęcia refleksji nad męską duszą są wyznania J.P. Sartre`a w jego Słowach − wyznania, w których opisuje swoje relacje z własnym ojcem. „Śmierć Jana Chrzciciela była wielką sprawą mojego życia: matce mojej przywróciła okowy, a mnie obdarzyła wolnością. Nie ma dobrych ojców, to reguła; nie miejcie pretensji do mężczyzn, lecz do przegniłej już więzi ojcostwa (...). Gdyby wyżył mój ojciec, ległby na mnie całą swoją długością i zmiażdżyłby mnie. Szczęściem umarł w młodym wieku. Wśród Eneaszów obarczonych Anchizesami przechodzę na drugi brzeg sam, nienawidząc tych niewidzialnych rodzicieli, którzy dosiedli okrakiem grzbietów swoich synów, na całe życie; zostawiłem za sobą młodo zmarłego ojca, a dziś mógłby już być moim synem. Źle to było czy dobrze? Nie wiem; ale podpisuję się chętnie pod diagnozą znakomitego psychoanalityka: nie mam super-ego”. W świetle tego, co pisze Sartre, relacja ojciec-syn jest przerwana, unicestwiona. Sartre – odwołując się do steinowskiej metaforyki „noszenia” − ukazuje człowieka, który nosi w sobie nicość, przeciwnie do Stein – tu człowiek jest nosicielem życia, własnej istoty, treści i sensu życia. Trzymając się sartreowskiego teksu trzeba jasno podkreślić: syn czuje wolność, gdy zrzuca ze swych pleców ojca, gdy ojciec umiera – czuje radość wolności, ojca ujmuje wreszcie jako byt-w-sobie: zbędny, budzący metafizyczne mdłości, lepki...

Wbrew Sartre`owi, chciałbym podkreślić osobotwórcze znaczenie „męskiej esencji” w życiu mężczyzny. Tą pierwotną esencją jest „bycie ojca”, i to ten zaciemniony niejednokrotnie obraz mężczyzna przez lata w sobie odtwarza, czy tego chce, czy nie chce. I niespokojnie jest jego serce, póki nie spocznie ... w ojcu....

 

„Czuję, że jestem inny od...” − tajemnicza istota męskiej duszy

 

To, że dusza męska różni się od duszy kobiecej w swej wewnętrznej charakterystyce, stanowi dla Stein punkt wyjścia w rozważaniach poświęconych zawodom kobiecym. Że jestem inny, czy inna − to fakt, z którym wiąże się jednak pytanie, które stawia Stein w końcowych partiach dzieła Byt skończony a byt wieczny: „Na czym natomiast polega to, czego rzecz jednostkowa nie może z niczym innym dzielić i co ją czyni rzeczą jednostkową”. Jednostkowość człowieka, całkiem odmienna od jednostkowości rzeczy nieosobowych, „wiąże się z tą okolicznością, że życie wytryskuje tu z Ja i temu Ja osobowemu dane jest do dyspozycji na dwa sposoby: [tak] aby Ja miało świadomość zupełnej odrębności swego życia i aby je w sposób wolny kształtowało”.

Wnętrze duszy jest odpowiednio zabarwione i ukształtowane, zawsze zgodnie z osobowym Ja, które wyciska na życiowych treściach duszy swoje indywidualne i oryginalne znamię; jest nieporównywalne i nieuchwytne w pojęcia ogólne. Jest tak dlatego, ponieważ życie osoby ludzkiej leży w głębinach duszy człowieka i stanowi „jak” (poion) samej jej istoty. Wnętrze ludzkiej duszy może być tylko wyczuwane − wyczuwamy to, co niewypowiedziane. Zatem, mimo zewnętrznego, a nawet niekiedy duchowego podobieństwa z innymi, czujemy się za kogoś niepowtarzalnego; „każdy czuje się w swojej najgłębszej istocie czymś i tak go traktują ci, którzy go rzeczywiście ”. Czucie to ma wielką wartość poznawczą, jest aktem duchowym, duchowym spostrzeżeniem, jednak „jest ujęciem ciemnym; nie ma jasności i wyrazistości ujmowanego pojęciowo wglądu rozumowego, a także ponieważ jest to ”.

Mimo wysokiej rangi poznawczej, jest zawodne, poddane złudzeniom, co jednak nie odbiera mu wartości. Doświadczenie wczucia broni się samo o tyle, o ile wyczuwa ów szczególny moment jednorazowości w istocie własnej duszy i w istocie innych osób; chwyta owo „tak” osoby, a moment ten jest elementem poznawczego doświadczenia pierwotnego. Występuję wyraźnie w aktach sumienia, w których analizując swoje postępowanie, uchwytujemy siebie samych u samych korzeni. Czasem rodzi to radość, niekiedy zaś smutek.

 Początkowe powołanie mężczyzny

 Mężczyzna wyczuwa „swoistość” własnej duszy w jej istocie − wyczuwa swoistość istotową. Kształtują ją „męskie treści” życia wypełniające jego osobowe Ja. Przekształca on je w swoiście męski sposób – w potrójnym nastawieniu do świata osób i rzeczy. Jednak z tego potrójnego nastawienia koncentruję się na momencie trzecim − na nastawieniu twórczo-przekształcającym, on bowiem, jak sugeruje Stein, prowadzi do czystego poznania i radości życia (z posiadania i używania dóbr).

Pierwotne powołanie mężczyzny ma swoje korzenie we właściwym ustawieniu swego stosunku do Boga. „Swoje szczytne powołanie stania się odbiciem Boga wypełni on tylko wtedy, gdy w pokorze podporządkuje Bogu swe siły i będzie starał się je rozwijać pod Bożym kierownictwem; a więc poznanie w formach i granicach nadanych mu przez Boga; w używaniu powinien się kierować szacunkiem wobec stworzenia, dziękczynieniem za nie i szukać chwały Bożej. Działanie mężczyzny winno zmierzać do udoskonalenia dzieła stworzenia według Bożych zamierzeń. Taka postawa jest prawdziwie odbiciem Bożej mądrości, dobroci i mocy”.

 Trojakie nastawienie mężczyzny do świata

 W świetle przywołanego fragmentu wyłonić można trojakie nastawienie mężczyzny do świata: twórczo-przekształcające, poznawcze, posiadająco-używające. Każde z nastawień urzeczywistnia się w odpowiedniej aktywności mężczyzny (działalności), wg zasady operari sequitur esse. Prawidłowe urzeczywistnianie powołania mężczyzny polega na zintegrowaniu wyróżnionych nastawień i odpowiadających im dynamizmów duchowych.

1/ Do czystego poznania i radości życia dochodzi wówczas, gdy mężczyzna cały oddaje się nastawieniu twórczo-przekształcającemu (radości tworzenia) − i ten właśnie moment jest dla mężczyzny najistotniejszy.

2/ Jeśli mężczyzna zatraci równowagę i proporcję w aktywności poznawczej uwalniając bezgranicznie potężny pęd poznawczy, wówczas wymknie mu się z rąk wszystko to, co podpada pod moment używania dobór (bycia ich panem i królem), tym samym traci przynależną do posiadanego dobra radość.

3/ Mężczyzna rzadko dojdzie do czystego poznania i twórczego działania, jeśli przeakcentuje moment posiadania i używania danego dobra. Ten zaś z natury dobra wywołuje w nim odruch poznawczy i przekształcający. W tej konstelacji jest to niemożliwe, a przynajmniej znaczenie utrudnione.

W nastawieniu twórczo-przekształcającym zachowana jest symetria pomiędzy poznaniem a radością życia, z niego dalej wyprowadza Stein to, co jest charakterystycznym rysem duchowości i usposobienia mężczyzny. W całym jej opisie da się zauważyć grający najistotniejszą rolę fenomen ojcostwa. Odgrywa on twórczą rolę na każdym etapie życia i rozwoju mężczyzny. Ojcostwo niejako mężczyzna nosi w sobie.

 Idea nosicielstwa

 Ideę nosicielstwa rozwijała Stein w odniesieniu do bytu osoby: osoba nosi swoje życie, nosi to, co dla niej najcenniejsze, twórcze i przekształcające ją od wewnątrz. Choć intuicja nosicielstwa nosi znamiona typowo kobiece, odnosi się do każdego człowieka.

We wstępnych analizach poświęconych materii i formie Stein mówi, że czyste Ja jest nosicielem pełni przeżycia, osoba − nosicielem swoich właściwości, a forma − nosicielem pełni treści; „a w najogólniejszym ucięciu −jestestwa jako takiego, lub (Etwas) − nosicielem (des Was) i istnienia”. Stein, rozwijając koncepcję osoby, pogłębia ideę nosiciela. Punktem wyjścia jej rozumienia osoby jest definicja Boecjusza, wedle której osobą jest jednostkowa substancja natury rozumnej, z podkreśleniem jednak, że w osobowym byciu zawiera się „coś” bezpośredniego, czego z nikim nie dzieli.

W rzeczywistości osoba jest nosicielem natury obdarzonej rozumem, natury zdolnej rozwijać swoją rozumność. Rozumność ta, w interpretacji Stein, wyraża duchowy wymiar osoby, jej nieprzestrzenność, posiadanie duchowe wnętrza, bezinteresowne wchodzenie w głąb siebie samej i wychodzenie poza siebie. A szczególną własnością osoby jest wolność w oddawaniu własnego Ja. Koncepcja Stein stoi w wyraźnej opozycji do tego sposobu myślenia o człowieku, który za wszelką cenę chce to osobowe Ja zatrzymać dla siebie. W ten sposób rodzi się opisany przez Sartre`a byt-w-sobie − zbędny, martwy w swym wnętrzu, duchowo sparaliżowany, bez mocy, sensu i siły, bez głębi i zniewolony sobą.

Osoba, by naprawdę żyć i przeżywać swoje życie, w swym duchowym wnętrzu musi pozostać na stałe otwarta na wszystko, co życie to stanowi. Bowiem nie tylko nosi życie swoje i innych, ale samo noszenie życia jest jej życiem. Idea nosicielstwa przybliża nas zatem do postawienia pytania: co należy do ludzkiego bycia człowiekiem, w jakim znaczeniu człowiek nosi swoje człowieczeństwo. Konkretyzując pytanie do potrzeb obecnej analizy, trzeba zapytać: co należy do męskiej duszy, co człowiek musi nosić w sobie, i jak musi nosić, by rozwijać w sobie męską duszę?

Dusza mężczyzny kształtuje się w podwójny sposób: przez to, że mężczyzna nosi w sobie obraz Ojca (formacja transcendentna) oraz przez to, że staje wobec kobiety jako swego zwierciadła − dusza mężczyzny odbija się jak w lustrze w duszy kobiety (formacja immanentna). Zatem nosi w sobie oryginalny obraz Ojca i odbity od duszy kobiecej swój własny obraz. Obrazy te musi rozpoznać i zintegrować, inaczej pozostanie rozbity obraz jego męskiej duszy i na wieki pozostanie „małym chłopcem”.

„Mały chłopiec” nie zdołał odkryć głębi swej duszy, nie zdołał z różnych powodów zorganizować swej „wewnętrznej twierdzy”. Wciąż staje przed nim zadanie, by posiąść swoją własną istotę, „dojść do siebie ”. Dusza mężczyzny dochodzi do siebie w podwójnym sensie: przez poznanie siebie i przez stanie się tym, kim być powinna. Ja osobowe, zanurzone w duchową głębię, wędruje po niej niczym po wewnętrznych, ale i zewnętrznych, komnatach. Chodzi po nich jak obłąkane, zagubione w ciemnościach i lęku, ale wiedzione pierwotną intuicją − „nie jestem niczyj” − szuka metafizycznych źródeł swojego bytu, istnienia i sensu. A szuka ich po to, by mocą danego jej istnienia stać się tym, kim być powinna.

Ważne jest w związku z tym pytanie: w jaki sposób dusza męska odkrywa w sobie i przeżywa obraz Ojca − ojcostwo? Na czym polega ojcostwo męskiej duszy? Czym charakteryzuje się ojcowski sposób bycia męskiej duszy?.

Rozwinięcia tych idei szukam najpierw w nauce o Trójcy św., bowiem − wg Stein − życie wewnętrzne nosi w sobie piętno Trójcy. W kilku miejscach objaśnia Stein tę kwestię. Warto się im przyjrzeć. W rozdziale pt. Odbicie Trójcy Świętej w stworzeniu stawia pytanie: „Czy trzy podstawowe formy rzeczywistego bytu mogłyby się w swej jedności nie łączyć z Trójcą? Ojcu, od którego wszystko pochodzi, który sam pochodzi tylko od siebie − Prastwórcy − odpowiadałoby bycie duszy”, Synowi (zrodzonej postaci istoty) − bycie ciała, „swobodnie zaś i bezinteresownie tryskający z Nich żywy strumień zasługuje w szczególnym znaczeniu na nazwę ducha. Tak więc w całym zasięgu rzeczywistości mielibyśmy trójjedyne rozwijanie się istnienia”. W kolejnym fragmencie otrzymujemy pogłębienie tych idei w aspekcie sensu i pełni bycia: „Szukamy zatem w Trójjedynym Bogu praobrazu tego, co w dziedzinie stworzeń określamy jako sens i pełnię życia” − pisze Stein. Logos − Wieczne Słowo − jest jednością sensu i prawzorem wszelkich jednostek sensu, zawierającym w sobie ich pełnię; Duch Święty − prastwórca życia, uosobione życie, pełnia życia; Ojciec − Osoba miłości, życie samo. W Logosie stworzenie odkrywa wszystko to, czym ono ma być, odkrywa swą odwieczną istotę, którą nosi w sobie; Stwórcza wola Boga, powołuje do istnienia i daje życie miłości, udziela stworzeniom mocy bytu czy siły do rozwijania swej istoty, zaś Duch Święty jest osobą życia i miłości, prawzorem wszelkiego stworzonego życia i działania praz duchowego promieniowania własnej istoty.

Definiując stworzony byt osobowy jako „coś” (ktoś, Ja) istniejące, w odniesieniu do Trójcy, mamy możliwość wyraźniejszego uchwycenia jej istoty rozwijającej się w danym jej istnieniu osobowym. Koncentrując się na rozwoju istoty ojcostwa możemy stwierdzić, że istotę ojcostwa, którą nosi w sobie męska dusza, stanowi: samodzielność jej duchowego bytu, samooddanie, odnajdywanie się w innych, dzielnie się istnieniem i życiem, a przede wszystkim osobą miłości, w której inne osoby odnajdują swoją pełnię, sens i życie. Ojcostwo wyraża się w umiłowaniu życia, w odnajdywaniu i utwierdzaniu życia w innych, podtrzymywaniu tego życia, wskrzeszaniu go wciąż na nowo, jest wiecznym zapoczątkowywaniem i inicjowaniem życia; jest rozlewającym się życiem na wszelkie stworzenie.

Niespokojne jest serce syna, które nie spocznie w ojcu... Niespokojne jest serce syna, w którym wewnętrzny obraz ojca nie daje już wyraźnego odbicia. Ale niespokojne jest serce syna, o którym ojciec zapomniał, który nie maluje w jego wnętrzu samego siebie, który nie ma takiej siły przebicia, by otworzyć w nim tego, od którego pochodzi, który jest jego źródłem i mocą.

Spełnienie męskiej duszy dokonuje się dzięki rozwijaniu własnej istoty w stronę ojca, w nawiązaniu z ojcem duchowych relacji, w odwadze wzajemnego wyznania „kocham Cię”, czyli w osobowej afirmacji tego, od którego wszystko się stało i dla którego wszystko się stało. Nie wystarczy więc istnieć i być, istnienie musi mieć swój smak i sens, swoją wartość i swoją prawdę.

Spojrzenie, jakie prezentuje Stein, wolne jest od redukcyjnych więzi ojca z synem. Te polegają na wchodzeniu w relację na poziomie funkcji społecznej i symbolicznej, generują nienawiść i skłaniają do separacji. Czy Stein przyjmuje ewangeliczny model miłości, który zachęca do „nienawiści ojca, matki…” (por. S. Żiżek, Kruchy absolut), czyli to nienawiści określonego wymiaru współ-bycia ojca z synem? Idea nosicielstwa przychodzi z jasną odpowiedzią − noszę ojca w sobie, noszę w sobie ojcostwo, zatem nie staję naprzeciw niego, w konfrontacji, walce czy agresji. O ile odkryję, że sam jestem ojcem i powołanym do ojcostwa, o tyle kocham ojca w duchu miłości objawionej na kartach ewangelii. Miłość (agape) oznacza tam „zerwanie”, „odłączenie”, by ustanowić siebie dzięki nowej, twórczej zasadzie − zasadzie miłości, „dzieła miłości”.

Idąc tą drogą, nie dopuszczamy do tego, by egzystencja wyprzedzała w pośpiechu esencję, a raczej by szły obok siebie w parze, podtrzymując się wzajemnie. Oderwanie esencji od egzystencji, w świetle poczynionej refleksji nad Trójcą, jest w istocie zerwaniem osobotwórczej relacji, jaka zachodzi między ojcem a synem, a te, mimo że dla niektórych wyglądają na przegniłe, trzeba wciąż podtrzymywać przy życiu. Nie będzie zbędnych synów, jeśli weźmiemy na ramiona swoich ojców i poniesiemy ich jeszcze trochę.

 Dusza męska w zwierciadle duszy kobiecej

 Obraz duszy kobiecej, który stworzyła Edyta Stein, dla mężczyzny jest czymś w rodzaju zwierciadła. Dusza kobieca odbija bowiem w sobie duszę mężczyzny, ale odbija w nim to, co przesądza o byciu mężczyzną w ogóle. I w tym sensie kobieta może dopomóc mężczyźnie w rozpoznaniu i ugruntowaniu swojej osobowej tożsamości.

Dusza kobieca, w zamyśle Stein, winna być tak uformowana, by mogła „podtrzymywać w sobie nowe życie”. Wszystko to, czym kobieca dusza jest, ma swoje odniesienie do życia. Kogo widzi mężczyzna w takim zwierciadle? Co może obudzić w nim dusza kobiety? W dobrze uformowanej duszy kobiecej mężczyzna ujrzy siebie jako ojca − jako potencjalnego ojca. Ona obudzić w nim może to, co w nim najgłębiej męskie, co stanowi metafizyczne źródło jego bytu. Wzmacnia, konkretyzuje i wręcz objawia mu to, kim jest naprawdę, kim może się stawać. Powołuje go do bycia mężczyzną-ojcem; dopomaga w przekształceniu siebie z dziecka w ojca. Dzięki duszy kobiecej wewnętrzny chłopiec mężczyzny dojrzewa. Tak, jak ona jest nosicielką swojej duszy − kobiecości i macierzyństwa, tak on − męskości i ojcostwa.

Mężczyzna, stając przed zwierciadłem duszy kobiecej, musi usłyszeć fundamentalne dla siebie pytanie: gdzie jest twój ojciec? Jeśli trzeba, mężczyzna musi go odnaleźć, wrócić do miejsca i czasu, w którym zrzucił go ze swoich pleców i z powrotem założyć go na barki – nie jako ciężar, który trzeba zrzucić przy najbliższej okazji, ale jako duchowy balast stabilizujący jego życiową podróż. 

Dusza kobieca, wymagając takiej konfrontacji mężczyzny ze swoim ojcem, urzeczywistnia tym samym i swoje własne powołanie do podtrzymywania nowego życia. Spełni dobrze tę misję tylko z kimś, kto życie nosi w sobie, kto jest miłośnikiem życia, kto raduje się życiem i chce budzić je w innych. Dotykamy tym samym rdzenia duszy męskiej. Dusza męska w swej ontycznej strukturze zawiera w zasadzie jeden konstytuujący ją element (ojcostwo), lecz afirmowany wieloaspektowo i na wielu poziomach jego egzystencji. Ojcostwo jest istotą męskiej duszy, siłą i mocą kształtującą jego życie, relacje, a także odniesienie do Boga. Bez tego istotowego nastawienia rozminie się nie tylko z sobą i z innymi, ale przede wszystkim z Bogiem, który jest źródłem wszelkiego życia.

 Podsumowanie

 Filozofia duchowa zaproponowana przez Stein pokazuje wyraźnie, gdzie szukać ojca, gdzie szukać swej źródłowo prezentującej się siły i mocy. Najpierw w konkretnym zwrocie na zewnątrz siebie − ku ojcu, potem w głębi duszy, w spotkaniu ze sobą samym, w uchwyceniu samego siebie. Tak nieraz pokawałkowany mężczyzna przekształca się z młodzieńca w mężczyznę, z chłopca w ojca. Jego męska dusza nabiera właściwego, męskiego kolorytu, kobiecego ciepła, radości przeżywanej pełni bycia sobą i piękna prześwitującego z głębi jego istnienia.

W świetle tak prezentujących się uwag chciałbym bliżej określić istotowe „CO” duszy męskiej.

Dusza męska powinna być:

Nosicielem swej własnej istoty (ojcostwa), by według niej kształtować swoje życie, działania i plany

Gotowa na przeobrażenia, zmianę i przemianę własnej istoty, by pozostawać wciąż otwartą na wszystko to, co przynosi jej życie

Samodzielna w swym istnieniu, by całą mocą urzeczywistniać istotowy wymiar swego bytu, czyli to, kim jest w jego duchowej głębi;

Samooddająca się, by w zaparciu się własnych projektów życiowych skoncentrowanych wokół jej osobowego Ja, współprzeżywać projekty innych osób;

Twórcza, by w odruchu wspaniałomyślności być dla innych nie tylko osobą, lecz osobą miłości;

Odważna, by w oparciu o wewnętrzne moce duszy przekształcać stany negatywne i destruktywne, w pozytywne i konstruktywne

Radosna, aby w zagrażających jej doświadczeniach nudy, zniechęcenia i zbędności, konsekwentnie zwracać się ku Prawdzie i Dobru, by „trzymać się” bytu, a nie jego iluzji, wyobrażeń i fantazji.

 

Ks. dr hab. Ryszard Kozłowski COr

 

Tekst został wygłoszony na Międzynarodowej konferencji naukowej z okazji 120-lecia urodzin Edyty Stein: Myśl Edyty Steindziedzictwo – aktualność – inspiracje, Wrocław, 18-19 października 2011 r.

 

Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego co przyrzekliśmy Mu w godzinę łaski. Z pewnością ma powód, żeby tak pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, któremu się sprzeciwia. (E. Stein)